Totoro – fotograf, charakteryzator, projektant oraz wykładowca uniwersytecki – zabiera nas w fantastyczną i magiczną podróż do swojego świata wyobraźni. Sam, na potrzeby sesji, wykonuje kostiumy, makijaże, fryzury oraz scenografie. Tworząc swoje kreacje i make-upy, często sięga po nietypowe materiały oraz techniki. Stawiając na niepowtarzalność nierealnych historii i postaci, inspiracje odnajduje w muzyce, przyrodzie, baśniach oraz w świecie mody. Swoje prace określa, jako „modern fairy tales”. Uczciwie i z pasją idzie swoją drogą. O fotografii kreatywnej porozmawiam dziś z Pawłem Totoro Adamcem – autorem okładki do pierwszej polskiej encyklopedii mody Fashion Book Poland

Zahyrra: Co znaczy Totoro?

Paweł Totoro Adamiec: Totoro to postać z bajki zatytułowanej: „Mój sąsiad Totoro” – genialnego animatora i reżysera Hayao Miyzakiego. Totoro to rodzaj dużego miśko-kota, mocno zżytego z przyrodą. Zapożyczyłem sobie ten pseudonim, ze względu na fakt, że właśnie ten film oraz kilka innych, wspomnianego autora, bardzo wpłynęły na moje myślenie i twórczość. Nadal uwielbiam wracać do tych bajek w momentach, gdy brakuje mi weny, albo gdy potrzebuję „odreagować”.

Z: Czego uczysz młodych ludzi?

PTA: Od prawie 10 lat pracuję w Instytucie Architektury Krajobrazu KUL. Zajmuję się nauką projektowania przestrzeni, fotografiką oraz florystyką. Staram się uwrażliwiać ludzi na różne aspekty przyrody oraz ich powiązanie ze sztuką. Zachęcam by szukali inspiracji nie tylko w rzeczach typowo „ładnych”, ale również w tych, które gdzieś umykają naszej uwadze, a mogą być doskonałym tematem do pracy twórczej.

Z: Czego sam nie umiesz?

PTA: Nie umiem wielu rzeczy. W każdej innej dziedzinie poza wykształceniem zawodowym (architekt krajobrazu, pedagog) jestem samoukiem. Dlatego każdą wolną chwilę staram się poświęcać na naukę i nadrabianie „braków”. Dotyczy to zarówno technik fotografowania, jak i charakteryzacji. Zawsze można być lepszym, a najskuteczniejszą drogą do tego jest solidna wiedza.

Z: Czego „życie” Cię nauczyło? Jakie prawdy o życiu masz już „zweryfikowane i potwierdzone”?

PTA: Wiele razy byłem całkowicie przekonany do niektórych życiowych założeń. Jednak cały czas pojawiają się nowe doświadczenia i emocje, które powodują, że muszę weryfikować dotychczasowe myślenie. Wszystko jednak jest kwestią otwartości na świat, która pozwala być bardziej elastycznym i spoglądać na problem z różnych stron. Dużo dają rozmowy z ludźmi – z dużym doświadczeniem – oraz fachowcami często zupełnie z innych branży. Sprawdzoną i realizowaną przeze mnie prawdą życiową, jest to, że najlepiej uczyć się na błędach i to niekoniecznie swoich…

Z: Czy Twój talent jest darem?

PTA: W jakimś stopniu na pewno talent jest darem, ale w dużo większym jest to ciężka praca i łut szczęścia. Jeżeli się trafi na odpowiednie warunki oraz ma się odpowiednie predyspozycje, to wszystko samo „ruszy z kopyta”. Mnie się udało, ale często zdarza się, że którejś z tych rzeczy zabraknie i niestety stoi się z miejscu. Warto pamiętać, że każdy talent trzeba pielęgnować – a to jest możliwe tylko dzięki samozaparciu i chęci rozwoju.

Z: Jesteś fotografem, projektantem, stylistą, charakteryzatorem, kostiumografem, make-up’istą – która z tych ról jest dla Ciebie najważniejsza i dlaczego?

PTA: Zdecydowanie na początku nazwałbym się projektantem, bo to mój zawód i w tej dziedzinie się specjalizuję. Drugą najważniejszą moją pasją jest fotografia – każdy inny obszar taki jak: makijaż, kostium czy scenografia to półśrodki. Celem mojej pracy artystycznej są dobre zdjęcia – to, co dzieje się wcześniej, nie ma dla mnie aż tak dużego znaczenia. Najbardziej mnie cieszy moment, kiedy jakąś ulotną wizję postaci mogę wpasować w przestrzeń i uwiecznić ją na dłużej. Zdjęcia są genialnym nośnikiem informacji i emocji.

Z: Jesteś takim trochę „człowiekiem – orkiestrą” – potrzebni Ci są inni ludzie do Twojej pracy artystycznej?

PTA: Nie przepadam za pracą w dużym gronie, dlatego zawsze chciałem robić wszystko samemu. To również zmotywowało mnie do nauki wykonywania na przykład makijaży czy kostiumów. Lubię odpowiadać za projekt całościowo. Mam wtedy nad nim większą kontrolę, a jednocześnie nikogo nie winię, gdy coś pójdzie nie tak – oczywiście prócz siebie (śmiech). Czasem, szczególnie przy dużych projektach, nie da się pracować wyłącznie samemu – pojawiają się problemy z doświetlaniem blendą, z niesfornymi włosami czy kręceniem backstagu. Cenię sobie wtedy niezwykle pomóc w postaci asysty na sesji zaprzyjaźnionych ze mną osób.

Z: Jak dobierasz modelkę do projektu? Zapewne usłyszę, że taką, która ma osobowość… Czyli co konkretnie?

PTA: Są dwie drogi. Zazwyczaj to modelki zgłaszają się do mnie i warunki współpracy ustalamy indywidualnie. Jeżeli jest to zlecenie, to temat projektu dobieram do osoby, która się zgłosiła w zależności od jej upodobań. W trakcie wspólnej pracy, staram się jednak być wierny swojej koncepcji od początku do samego końca. Realizuję również swoje autorskie projekty, do których potrzebuję specyficznej urody bądź charakterystycznego modelingu. W tym przypadku, w wyborze osób kieruję się intuicją i tym czy dana osoba będzie umiała wpisać się w narzuconą jej konwencję. To jest podstawowy wymóg, aby efekty sesji były na poziomie i realizowały postawione na początku założenia. Zanim podejmę decyzję co do wyboru osoby do zdjęć, oglądam portfolia i przeprowadzam wywiad środowiskowy, który daje mi obraz „z kim mam do czynienia”.

Z: Czego szukasz i co chcesz pokazać?

PTA: Szukam odskoczni od codzienności, stąd w moich zdjęciach i charakteryzacjach tak dużo jest teatralności, nierealnych postaci i zjawisk. Obrałem sobie taki kierunek w swojej pracy, bo nudzi mnie zwyczajność. Już jako dziecko interesowałem tym, co „nierzeczywiste”, a dzisiaj mogę swoim tęsknotom i pragnieniem dać upust właśnie poprzez moją pracę artystyczną. Tworząc staram się unikać dosłowności – pozostawiam każdemu adresatowi moich fotografii czy charakteryzacji dowolność interpretacji. Odbiór jest bardzo różny w zależności od osobowości, pojęcia estetyki czy rozumienia poszczególnych środków wyrazu.

Z: Ukończyłeś architekturę krajobrazu na KUL. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią?

PTA: Pierwsze lata pracy w Instytucie Architektury Krajobrazu KUL, wiązały się z fotografowaniem zbiorowisk roślinnych i przestrzeni. Zajęcia te spodobały mi się na tyle, że w roku 2008 zrobiłem moją pierwszą artystyczną sesję portretową. Zobaczyłem wówczas jak ogromne możliwości daje fotografia. Zdjęcia są doskonałym przekaźnikiem wrażeń i emocji. Jednocześnie umożliwiło mi to, zatrzymywanie na dłużej w pamięci charakteryzacji i stylizacji, którymi zajmowałem się od czasów liceum. Tworzyłem wówczas kostiumy na różne imprezy okolicznościowe, między innymi dla mojej siostry Gusiny, pierwszej modelki, na której wyćwiczyłem cały warsztat charakteryzatorski i fotograficzny (śmiech). Pierwszy dobrze opracowany kostium wykonałem w roku 2004. Był to strój gejszy wraz z akcesoriami. Technik fotografowania, szycia czy malowania uczyłem się metodą prób i błędów. Sposoby łączenia kolorów, podstawy komponowania i operowania formą, poznałem na przedmiotach takich jak malarstwo, rzeźba, projektowanie czy rysunek, jeszcze na studiach. Do dzisiaj stosuję zasady zaczerpnięte z tych dziedzin sztuki. Wiele rzeczy robię po swojemu, często nawet wbrew przyjętym zasadom, ale tak na prawdę liczy się efekt końcowy, a nie sposób, w jaki się go osiąga.

Z: Co było najtrudniejsze na początku Twojej artystycznej drogi?

PTA: Najtrudniejsze na początku mojej pracy artystycznej było przekonanie samego siebie, że to, co robię mogę przekształcić w zawód, tak aby nadal pozostał moją pasją. Pamiętam, że dość długo i intensywnie analizowałem opinie odbiorców zdjęć. Dyskutowałem i często musiałem bronić swoich pomysłów, chociaż dzisiaj wiem, że niesłusznie. Osobie, która dopiero zaczyna trudno jest oddzielić komentarze konstruktywne, od tych bez znaczenia, tym bardziej, że na początku podchodzi się bardzo emocjonalnie do swoich „wytworów”. Z czasem jednak człowiek dojrzewa, widzi błędy, ale też pozytywne efekty swojej pracy, a także umie obiektywnie ocenić własny dorobek oraz umiejętności. To właśnie ten moment przesądził o tym, że zająłem się fotografiką i charakteryzacjami zawodowo.

Z: Czy jest powiedzmy popyt na taką twórczość w Polsce? Jakie są największe wyzwania?

PTA: Coraz więcej osób interesuje się fotografiką kreatywną, a co za tym idzie różnymi środkami wyrazu takimi jak stylizacje i charakteryzacje. Chodzi tu zarówno o stronę rejestrującą, jak i pozującą. Wyzwaniem jest pozostanie wciąż oryginalnym i rozpoznawalnym pośród tak dużej ilości materiału. Niestety coraz częściej obserwuję mniej lub bardziej udane odtwórstwo. Trochę szkoda, bo baza inspiracji jest znacznie większa niż filmy, teledyski i zdjęcia innych autorów.

Z: Jak powstaje pomysł i jak przygotowujesz się do sesji?

PTA: W pracy twórczej stawiam na kontrolowaną spontaniczność w doborze kolorów i form oraz dużą dowolność w zakresie wykorzystania przedmiotów. Najwięcej czasu zajmuje
wymyślenie kostiumu. Często najpierw rysuję sobie projekt, a potem dopiero łączę ze sobą różne dziwne materiały, kilkakrotnie przemieniam kreację, zanim osiągnie swój końcowy wygląd. Zajmuje to od kilku dni do 2 tygodni. Kostiumy tworzę z rzeczy nietypowych, niezwiązanych bezpośrednio z kostiumografią czy modą. Wykorzystuję elementy takie jak: kartki książek, sznurki, liny, stelaże druciane, patyki, tekturę, sizal, gazy opatrunkowe, bandaże, folię, liście i owoce drzew, martwe owady, porwane materiały, firanki… Materiały moczę w herbacie i sokach owocowych by nadać im konkretne odcienie. Zawsze staram się wpleść do zdjęć elementy krajobrazowe bądź roślinne. Materiałów na kostiumy szukam wszędzie – lubię wykorzystywać to, co oferuje sama przyroda. Przed sesją wykonuję makijaż i fryzurę – nigdy nie planuję wcześniej jak mają wyglądać. Twarze modelek traktuję jak podkład malarski. Przygotowanie modelki trwa około 1-2 godzin, zaś same zdjęcia wykonuję w przeciągu 2-3 godzin. Do makijaży używam farb do body paintingu, różnych past, cieni i utrwalaczy, podkładów scenicznych oraz „specyfików” niekoniecznie służących do makijażu – takich jak oleje, kawa, mąka, klej do tapet (śmiech).

Z: Czy trudno jest zrealizować wizje, które pojawiają się w Twojej głowie? Mam tu na myśli znalezienie materiałów, pleneru, modelki?

PTA: Od pomysłu do realizacji droga jest długa, ale przyjemna. Proces twórczy to jeden z najbardziej przyjemnych etapów pracy. Podstawą jest dobry pomysł wynikający z odpowiedniej inspiracji. Wszystko inne to sprawy poboczne. Właściwy efekt może powstać zarówno, jako wynik tygodniowych przemyśleń, jak i owoc spontanicznej, chwilowej pracy. Nie ma na to reguły. Ważne jest, aby etap końcowy był gustowny, nowatorski, wiarygodny i wpisujący się w pamięć odbiorców. Jak do tego dojdziemy i czego użyjemy w procesie twórczym – nie ma większego znaczenia, jeżeli na koniec praca sama się broni, a my jesteśmy z niej dumni. Jeżeli chodzi o czas przygotowania wszystkich elementów składowych, to wszystko zależy od trybu pracy. Z doświadczenie wiem, że deadline stymuluje do działania i przy sprzyjających warunkach, porządną koncepcję i wykonanie można stworzyć w ciągu jednego tygodnia.

Z: Opowiedz o najtrudniejszym projekcie?

PTA: Było ich kilka, ale wszystkie mają wspólny mianownik. Najwięcej pracy, nerwów i wyrzeczeń kosztowały mnie sesje z innymi artystami. Pominę tu stale powtarzającą się kwestię nierozumienia, że fotografia to też zawód i że fotograf „nie wyżyje” z ogrzania się blaskiem sławy gwiazd. Największym problemem było wypracowanie wspólnej, zbieżnej koncepcji. Trudno pracować z kimś, kto ma własną wizję siebie i nie daje możliwości interpretacji jego wizerunku. Dlatego też jedną z zasad, której postanowiłem się trzymać w swojej pracy, jest to, że niezależnie od tego z kim będę współpracował, będę wierny swojej intuicji i pomysłom. A inne problemy? To mogą być na przykład zmienne warunki pogodowe, komary, zaczepiający obserwatorzy, kostiumy o zbyt małej trwałości, mdlejące modelki i wiele, wiele innych (śmiech)… Traktuję jednak te zdarzenia, jako naukę, dzięki czemu wiem jak postępować w podobnych sytuacjach i przewidywać konkretne przypadki. Trzeba też nauczyć się korzystać z tych niedogodności. Udało mi się zrobić sesję w trakcie burzy w 7 minut – i jest to jeden z najlepszych materiałów, jakie zarejestrowałem, mimo całkowicie spontanicznej i ekspresowej pracy. Podobnie wykorzystałem problem kąsających meszek – ślady po ugryzieniach na ciele modelki zostawiłem na zdjęciach jako efekt specjalny.

Z: Gdybyś miał nieograniczone środki finansowe to, jaki projekt/wizję chciałabyś zrealizować?

PTA: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem – pracuję na tym, co akurat kupię, znajdę, dostanę (śmiech). Staram się tak zinterpretować to, co mam i nadać temu taką jakość, że środki finansowe stają się sprawą trzeciorzędną. Jednak gdybym miał ogromny budżet to marzy mi się film, w stylu Legendy Riddleya Scotta czy innych baśni z lat 80 – tych.

Z: Jesteś również fotografem mody, biorącym udział w realizacjach sesji do kampanii reklamowych. Czym różnią się takie sesje od innych?

PTA: Fotografia mody to fotografia produktu – tutaj skupić się trzeba bardziej na prezentacji tematu zdjęć niż na opowiadaniu historii oraz budowaniu skojarzeń. Szczególnie ważna jest perfekcyjność w dbaniu o detale. Mam na myśli pracę w trakcie sesji, wymagającą wielu powtórzeń ujęć, w celu osiągnięcia konkretnego ułożenia modelki i stroju oraz bardzo szczegółową obróbkę zdjęć. Są jednak projekty, w których podejście kreatywne nie wyklucza ujęcia sprzedażowego. Widoczne jest to również w otaczającej nas reklamie. Widzimy coraz więcej produktów przedstawianych w magicznej i odrealnionej atmosferze oraz scenografii.

Z: Czy trudno Ci jest przekonać zleceniodawców do Twoich wizji?

PTA: Obecnie nie mam już takich problemów. Osoby, które się do mnie zgłaszają, dokładnie wiedzą, czego mogą oczekiwać, więc zazwyczaj nie muszę ich już przekonywać do moich pomysłów. Odmawiam natomiast współpracy przy projektach, w których nie do końca podoba mi się pomysł wyjściowy. Mam tu na myśli na przykład sesje ślubne czy ciążowe, w stylu moich Modern Fairy-tales. Nie lubię tego typu estetyki i takiego miksowania tematów, dlatego unikam realizacji takich koncepcji.

Z: Czy uprawianie tego typu fotografii – baśniowej, teatralnej – nie powoduje, że potencjalni, komercyjni zleceniodawcy mogą obawiać się zatrudnić Ciebie do sesji mających na celu po prostu sprzedanie produktu?

PTA: Z jednej strony może to odstraszać, a z drugiej, firmy często oczekują właśnie innego ujęcia ich produktu. Nie ma konkretnej zasady, bo pracowałem już z firmami, których nigdy bym nie połączył z tematami bajkowymi. Jednocześnie ja chyba podświadomie nie chcę być atrakcyjnym wykonawcą fotografii komercyjnej, to nie moja estetyka, podobnie jak dokumentacja imprez. Wyrobiłem sobie markę, która bardzo ściśle określa, czym się zajmuję oraz wskazuje konkretne grono odbiorców.

Z: Co fotografujesz poza tematami bajkowymi i modą?

PTA: Nadal zajmują się fotografią przyrody i krajobrazu, od których się wszystko zaczęło. Zdjęcia makro czy fotografia konceptualna pozwalają na całkowitą zmianę myślenia i skupienia się na innych aspektach fotografowania niż fotografia kreatywna.

Więcej fantastycznych prac Pawła możecie zobaczyć na http://paweladamiec.pl/

 IMG_0042 IMG_2842 IMG_7163 IMG_7279 IMG_8324 IMG_9308 YB0B0124