Czarny Anioł – tak prasa nazwała ręcznie zdobioną suknię, której gorset wykonany jest z ekologicznej skóry układającej się pasami w prosty wzór, z czarnej satynowej tkaniny oraz kilku warstw tiulu z naszytymi nań opalizującymi kamieniami. Autorką tego wspaniałego projektu jest fantastyczna projektantka – Barbara Piekut, założycielka MO.YA fashion – marki skierowanej do kobiet romantycznych i eleganckich, które chcą być zauważone, które lubią komplementy oraz które potrafią celebrować swoją kobiecość. Jak sama projektantka podkreśla: „Kobieta nie musi być idealna – nie ma złych rozmiarów, są źle dopasowane ubrania. To natomiast, co zdecydowanie musi mieć, to pewność, że jest wyjątkowa i dlatego zasługuje na wyjątkową suknię”. Projekty MO.YA fashion, odszywane w zaledwie kilku egzemplarzach, są niewątpliwie niepowtarzalne i ekskluzywne.

Zahyrra: Kim Twoim zdaniem jest utalentowany projektant?

Barbara Piekut: Kiedyś usłyszałam bardzo mądre stwierdzenie, że talent to diament, który staje się brylantem wówczas, gdy wpłynie nań ciężka praca i doświadczenie. Z talentem z reguły się rodzimy, nie jest to coś, czego można się nauczyć. Wydaje mi się, że niektóre rzeczy po prostu czuje się intuicyjnie, niejednokrotnie nawet nie będąc w stanie ich logicznie i sensownie wytłumaczyć. W zawodach artystycznych, talent rozwija się poprzez ciężką pracę w dążeniu do perfekcji, poprzez ciągłe odkrywanie siebie. To właśnie wtedy tworzy się najpiękniejsze rzeczy – gdy wejrzy się w głąb swojej duszy i robi się wszystko tak, jak się czuje, bo oczami wyobraźni maluje się najpiękniejsze obrazy…

Zahyrra: Inspiracją dla tej fantastycznej, czarnej sukni pochodzącej z Twojej ostatniej kolekcji był słynny film z udziałem Robina Williamsa z 1998 roku „What dreams may come” (w polskim tłumaczeniu „Między piekłem a niebem”). Dlaczego „dziś”, po tylu latach od premiery filmu, pojawiła się  taka inspiracja?

BP: Film ten jest moim ulubionym już od wielu, wielu lat – nie zliczę, ile razy go oglądałam – za każdym kolejnym razem, moją uwagę przykuwają inne szczegóły. Mimo, że znam ten film na pamięć to wciąż budzi we mnie silne emocje. Chciałam to, co czuję wyrazić „w czymś jeszcze” i tak powstała ta suknia oraz cała kolekcja What dreams may come. Prace nad nią trwały ponad rok, a przez ostatnie kilka tygodni spałam po 2-3 godziny na dobę, do końca chcąc zrobić, jak najwięcej się da – moje krawcowe pewnie miały dość mnie i mojego, powiedzmy, „zamiłowania do każdego szczegółu” (Śmiech!). Efekt końcowy jest taki, jak chciałam. Kolekcja ta, to mój dotychczas największy i najdroższy projekt, a ja jestem dumna z każdej pojedynczej nitki użytej w tych sukniach… Cały film dotyka kwestii dla mnie bardzo ważnych – chyba każdy chciałby wierzyć, że istnieje jakiś porządek wszechświata, i że niemożliwe czasem jest łatwiejsze, niż nam się wydaje.

Z: Co konkretnie dało impuls do powstania tej czarnej sukni? Dlaczego tematem przewodnim kolekcji jest postać czarnego anioła, a nie białego?

BP: Suknia, o której rozmawiamy odzwierciedla dość mroczne emocje związane z historią głównego bohatera w filmie. Gdy ją projektowałam miałam przed oczami fragment filmu, gdy żona bohatera w mocnych marach przypomina sobie różne momenty z ich wspólnego życia. Przede wszystkim w pamięć zapadł mi moment ich ślubu – piękny witraż nad głowami narzeczonych… a później czarny welon. Nie wyobrażałam sobie innej stylizacji do sesji z Anią Piszczałką, dlatego też została „czarnym aniołem”. Impulsem były moje emocje, które chciałam przekazać, a nie pogoń za modą. Suknia miała mieć charakter ponadczasowy i ma.

Z: Skąd generalnie czerpiesz inspirację?

BP: Jest to temat zdecydowanie na książkę – myślę, że kogokolwiek byś nie zapytała usłyszysz jedną odpowiedź – zewsząd! Inspiracji dostarcza przyroda, muzyka, sztuka, zapachy, podróże, literatura, czy film. Inspirować można się wszystkim i zawsze, gdy tylko jest chęć tworzenia – gdy jej nie ma, nie pomoże nawet Verdi (Śmiech!) Trzeba mieć otwartą głowę i serce, by móc przekuć tę inspiracje w coś twórczego, co będzie opowiadało tę samą historię, ilekroć nań spojrzysz. To jest właśnie inspiracja – wszechobecna, a jakże czasem niewidoczna…

Z: Powiedziałaś, że ta kolekcja Twój dotychczas największy i najdroższy projekt. Czy pracując nad nią miałaś wątpliwości?

BP: Gdybym usłyszała od kogoś, kto tworzy coś swojego, by później pokazać to szerokiemu gronu odbiorców, że nie ma wątpliwości i nigdy ich nie miał – nie uwierzyłabym. Wątpliwości mogą pojawić się praktycznie na każdym etapie pracy – zaczynając od konstrukcji, przez wybór tkanin, a kończąc na muzyce do pokazu. Jeśli natomiast czujesz to, co robisz, wierzysz w to, co robisz, to wątpliwości, które mogą się pojawić, to tak naprawdę, są to jedynie konstruktywne opcje do rozważenia, a nie strach przed opinią innych. Ja nie boję się tego, czy moje ubrania spodobają się, czy nie. Gust jest pojęciem relatywnym, więc biorę pod uwagę fakt, każdy z nas ma swoje preferencje dotyczące estetyki i kolorów, jak również, że każdy z nas ma swoje upodobania dotyczące projektanta – wybieramy takiego, którego wrażliwość, wyczucie piękna i styl są najbardziej zbliżone do naszych. Ja, po już prawie dwóch latach od założenia marki MO.YA fashion, mam swoje grono stałych klientek, nie tylko z Polski, ale również z Rosji, Białorusi oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jestem wdzięczna losowi, że mogę robić to, co kocham, a wątpliwości dnia codziennego przekuwać w coś konstruktywnego.

Z: Nad czym teraz pracujesz? Kiedy będziemy mogli zobaczyć nowe projekty?

BP: Obecnie mam dużo zamówień indywidualnych, które mocno mnie angażują, ale dają mnóstwo radości, bo dzięki temu mogę się „wyżyć artystycznie”. Wieczorami natomiast, gdy mam więcej czasu pracuję nad nową kolekcją, którą pokażę w tym roku. Nie chcę jednak wskazywać konkretnego terminu, gdyż jest to żmudny i pracochłonny etap. Gdy wszystko będzie gotowe, gdy spojrzę na kolekcję i stwierdzę, że nie widzę nic, co chciałabym zmienić, wtedy będę mogła powiedzieć coś więcej. Zachęcam do odwiedzania mojego funpage’a MO.YA fashion – tam na bieżąco można śledzić, co aktualnie u mnie się dzieje oraz znaleźć też informacje, kiedy odbędzie pokaz nowej kolekcji oraz sesja zdjęciowa zapowiadająca ten pokaz. Za kilka dni również planuję otwarcie nowego atelier w Białymstoku oraz prowadzę rozmowy z kilkoma butikami, które są zainteresowane sprzedażą moich ubrań. Z uwagi na to, iż nie tworzę na masową skalę, a raczej skupiam się na detalach i na tym, by moje suknie były niepowtarzalne, nie mogę sobie pozwolić na błędy i bardzo starannie wybieram sobie kontrahentów. Na tym etapie dostaję różne propozycje, natomiast jestem zwolennikiem „jedzenia małą łyżeczką” i pracuję ciągle bardzo ciężko, by kiedyś móc skupić się na odcinaniu od tego kuponów. Teraz jest czas na pracę – dużo pracy (Śmiech!).

Z: Dziękuję za rozmowę.

Całą kolekcję Basi Piekut możecie obejrzeć na stronie projektantki: http://moyafashion.pl/

Poniżej możecie zobaczyć wybrane przeze mnie projekty ubrań od Stephane Rolland (fantastyczne same w sobie), które mógłby lekko „dotknąć” Czarny Anioł i przemienić je w coś innego.

Zahyrr_Stephane_Rolland Zahyrra_Stephane_Rolland_the_entire