W 1932 roku Ole Kirk Christiansen w duńskiej wiosce Billund założył warsztat produkujący drewniane składane drabiny oraz drewniane zabawki. Swoją firmę i zabawki tam produkowane nazwał „LEGO”, co znaczy: „baw się dobrze”. Pierwszy rodzaj klocków z tworzywa sztucznego wyprodukowany został w 1949 roku, a dziś aż 70 % rynku klocków na świecie należy do koncernu Lego. Po raz pierwszy klocki w modzie pojawiły się w 2008 roku na okładce rosyjskiego wydania magazynu Vogue. Klocki stały się inspiracją dla projektantów takich marek jak Nike, Chanel, Balenciaga, Crocs, a do historii mody przejdzie zapewne, zrobiona dosłownie z klocków, kolekcja Jean-Charles de Castelbajac.

Niesamowity potencjał tkwiący w kultowych klockach 6 lat temu odkryła Agnieszka Biernacka, założycielka marki Agabag. Spod jej ręki wychodzą fantastyczne torebki oraz biżuteria robione właśnie z klocków Lego. Produkty Agabag skierowane są do osób, które umieją docenić nowoczesny design a przy tym bawić się dobrze. Dzię­ki swojemu ory­gi­nal­ne­mu i odważnemu po­my­sło­wi Agnieszka znalazła swoją niszę na rynku. Zaskakujące rozwiązania, soczyste kolory oraz modele wykonane ręcznie z największą starannością przez samą właścicielkę marki znajdują uznanie klientów na całym świecie. Zapraszam na spotkanie z twórcą marki – Agnieszką Biernacką.

Zahyrra: Ukończyłaś Akademię Muzyczną. Jak to się stało, że zajęłaś się modą, i to tak w niecodziennym wydaniu?

Agnieszka Biernacka: Historia jest dość pospolita w gruncie rzeczy. Jak wiele mam zdecydowałam, że muszę znaleźć zajęcie, które pozwoli mi lepiej dysponować swoim czasem i pracować w domu. Na początku wiedziałam tylko, że będzie to coś związanego z modą i designem oraz coś, co będzie sprawiać mi przyjemność.

Z: Co dalej z muzyką?

AB: W tej chwili nic. Od dobrych paru lat nie gram i myślę, że tak już zostanie. Oczywiście czasem mi tego brakuje, ale wychodzę z założenia, że nie można mieć wszystkiego (śmiech).

Z: Czy wrażliwe „ucho” pomaga w biznesie?

AB: Nie zauważyłam. Może inne cechy związane z moim wykształceniem są jakoś pomocne, ale nie przeceniałabym tego. Więcej jednak jest rzeczy nowych i obcych, bo prowadzenie własnej firmy dla kogoś, kto nie miał wcześniejszego doświadczenia w tym obszarze jest sporym wyzwaniem. Siłą rzeczy na początku musiałam być samowystarczalna, więc krzywa zdobywania wiedzy była bardzo ostra (śmiech) – na przykład robienie i obróbka zdjęć, obsługa strony internetowej, negocjacje z handlowcami itd.Projektowanie i wykonywanie torebek oraz biżuterii jest w gruncie rzeczy najprostszą i najprzyjemniejszą częścią pracy.

Z: Jak długo trwał proces od pomysłu do sprzedaży?

AB: Firma powstała bardzo szybko. Trochę z konieczności, a trochę, dlatego, że myślałam o tym od dawna, więc kiedy się zdecydowałam na klocki, to nie było na co czekać. Od pomysłu do pierwszej sprzedaży minęło 2 może 3 tygodnie. Najtrudniejsze było wszystko poza samym robieniem i projektowaniem biżuterii. Obecnie ogromnym wyzwaniem jest planowanie wszystkiego. Mam coraz więcej zamówień, muszę poza wykonaniem torebek i biżuterii wykonać całą masę pracochłonnych czynności. Samo pakowanie zamówień zajmuje mi 2-3 godziny – a wysyłam trzy, cztery razy w tygodniu.

Z: Jakie cechy odkryłaś w sobie, a o których wcześniej nie wiedziałaś?

AB: Nie odkryłam niczego, czego bym wcześniej nie wiedziała o sobie (śmiech), ale zdecydowanie rozwinęłam w sobie cierpliwość, asertywność i zdecydowanie. Nie zdecydowałabym się na prowadzenie własnej, nawet mikro – firmy gdybym nie była pewna, że mam cechy, które są niezbędne, żeby mieć szanse powodzenia.

Z: Dlaczego na realizację zamówienia trzeba czekać aż dwa tygodnie a czasem nawet dłużej?

AB: W przypadku torebek faktycznie trzeba czekać dłużej. Wynika to w zasadzie wyłącznie z liczby zamówień. Jestem po prostu w stanie zrobić ograniczoną liczbę torebek w tygodniu czy w miesiącu. Oczywiście nie robię już absolutnie wszystkiego sama, ale ilość zamówień też jest coraz większa. Bywa też tak, że torebka na zamówienie może być zrobiona dopiero w ciągu 5 czy 6 tygodni, ponieważ muszę zamówić jakieś specjalne klocki. Mam bardzo dużo takich zamówień indywidualnych.

Z: Każdy model robisz osobiście?

AB: Tak. Projekt i najważniejsze czynności wykonuję sama. Drobne etapy produkcji zlecam, ale te, które wymagają precyzji i są niemożliwe do poprawienia w wypadku ewentualnego błędu wykonuję sama.Torebki na indywidualne zamówienie siłą rzeczy robię w zasadzie od początku do końca własnoręcznie.

Z: Kiedyś czytałam, że w opuszkach palców zlokalizowane są receptory stresu, lub inaczej mówiąc punkty pozwalające redukować napięcie w organizmie. Kiedyś kobiety haftowały lub skubały gęsi, a Ty robisz torebki z klocków. Wniosek jak sobie wyciągam to, że jesteś nadzwyczaj zrelaksowaną i uśmiechniętą osobą na świecie (śmiech)?

AB: Faktycznie praca ręczna relaksuje, ale poza tym jest tak ogromna masa stresujących czynności wokół, że myślę, że wszystko się bilansuje i „wychodzi na zero”.

Z: Nie wierzę (śmiech)! Podaj mi przykład „bilansu na zero”?

AB: Opowiem Ci zabawną historię. Napisała do mnie kiedyś klientka, że potrzebuje torebkę na swój ślub – oczywiście białą. Ślub miał się odbyć na Hawajach za dwa dni – w dniu 4 lipca, kiedy USA obchodzi swoje Święto Narodowe. Zlecenie niewykonalne!Torebkę miałam zaczętą, ale dokończenie jej zajęło mi parę godzin. Jak tylko skończyłam, zwiozłam ją osobiście do kuriera na lotnisko. Mając nadzieję, że to coś pomoże, dopisałam na przesyłce, że jest to prezent na ślub. Byłam absolutnie przekonana, że przesyłka nie dotrze na czas – po pierwsze, ze wzglądu na wspomniane święto a po drugie, przesyłki kurierskie do USA zazwyczaj docierają trzeciego dnia po wysłaniu, a na Hawaje albo Alaskę jeszcze dzień później. Kiedy zobaczyłam, że w nocy z 3 na 4 lipca paczka jest już na wyspach, zadzwoniłam do tamtejszego biura Fedexu. Moje zdziwienie było bezgraniczne! Po krótkim wyjaśnieniu, o co chodzi przemiła Pani powiedziała mi, że wie, o jakiej przesyłce mówię, i że wie, że leci ona na ślub, oraz że jest „pilotowana” przez firmę od chwili wylądowania w USA i że z całą pewnością ją doręczą na czas. Oczywiście doręczyli.

Z: Do jakich krajów sprzedajesz najwięcej?

AB: Najwięcej sprzedaję do USA i na Daleki Wschód.

Z: Jak sądzisz, dlaczego właśnie tam?

AB: Nie do końca wiem, z czego to wynika – może z otwartości na niecodzienne pomysły, może z większego oswojenia z zakupami przez Internet. Być może również, dlatego, że od jakiegoś czasu publikacje o mnie i moich torebkach pojawiają się raczej w amerykańskich czy japońskich mediach.

Z: A cena? Jest barierą w sprzedaży?

AB: Cena w wypadku torebek nie jest raczej żadną barierą. W porównaniu z innymi robionymi ręcznie torebkami moje wcale nie są tak kosztowne.

Z: A jak Twoje projekty są przyjmowane w Dani? Czy duńskie kobiety lubią „ubierać się” w klocki?

AB: Nie mam jakoś nadzwyczajnie dużej ilości klientów z Danii. Mimo iż Lego jest marką duńską to największymi rynkami są USA, Daleki Wschód i Niemcy – i to potwierdzają statystyki mojej sprzedaży.

Z: Jakie kobiety kupują Twoje projekty? Dla kogo jest dedykowana marka Agabag?

AB: Staram się mieć w ofercie coś dla każdego. Część biżuterii jest z założenia żartem dla nastolatek, a torebki z pozłacanymi klockami kieruję raczej do świadomych i mających odpowiedni dystans do mody kobiet. Z całą pewnością większość klientów to ludzie oswojeni z designem, rozumiejący, że torebki nie zrobiłam z klocków zabranych dzieciom, ale że jest to przemyślany w szczegółach mój pomysł, a klienci płacą za moją pracę i za fakt posiadania czegoś absolutnie niepospolitego.

Z: Jak pojawił się pomysł na zdobienie klocków złotem?

AB: Pomysł pojawił się dość dawno, nie wiem dokładnie skąd – mam wrażenie, że to dość naturalne połączenie – biżuteria i złoto. Trochę trwało zanim zdołałam dociec jak to zrobić – a wbrew pozorom nie jest to wcale takie proste. Ostatecznie znalazłam firmy, które są skłonne to dla mnie robić.

Z: Ile najwięcej klocków zużyłaś przy jednym projekcie?

AB: Jeśli chodzi o torebki to największa powstała z ok. 1500 klocków. Robiłam też różne inne projekty na zamówienie – zużywając jednorazowo nawet 5000 klocków.

Z: Jakie cele w zakresie rozwoju marki stawiasz sobie na najbliższe lata?

AB: W tej chwili pracuję nad rozwojem sprzedaży detalicznej. Przygotowywałam się do tego od jakiegoś czasu i obecnie prowadzę rozmowy ze sklepami w kilku krajach jednocześnie.Wynik tych rozmów zapewne wyznaczy kierunek rozwoju na najbliższe lata. Jesienią będę przygotowywać nową, limitowaną kolekcję torebek i biżuterii robioną na zamówienie do kilku ekskluzywnych concept store w Europie.

Z: Co Twoje dzieci mówią o Twojej pracy? Jeżeli chcesz popracować to, co one mówią – mama bawi się klockami (śmiech)?

AB: Dokładnie tak. Trudno im zrozumieć, że zajmuję się czymś poważnym – ale to w sumie dobrze. W ten sposób widzą, że praca może być przyjemnością i pasją. Dostają ode mnie też sporo klocków, ponieważ czasem muszę kupić dla kilku klocków cały zestaw – reszta oczywiście ląduje w ich pokojach. Moje dzieci odwiedziły ze mną wiele sklepów z klockami, Legolandy, wystawy, targi… W grudniu lecimy – oczywiście z dziećmi – do Londynu, gdzie moje rzeczy będą sprzedawane w czasie dużej wystawy. Z ich punktu widzenia nie mogło być lepiej.

Z: Dziękuję za rozmowę.

Więcej inspiracji i ciekawych produktów marki Agabag znajdziecie na stronie projektantki: http://www.agabag.com

zahyrra_agabag_lampszahyrra_agabag_grey_2_bag_two  zahyrra_agabag_red_bag zahyrra_agabag_red_bag_two zahyrra_agabag_yellow_bag_two zahyrra_gold_agabag