Piękno, użyteczność oraz ponadczasowy design, tak w kilku słowach można najlepiej opisać ofertę marki The Prime, której twórcą i właścicielem jest Grażyna Tatarek-Magrini – marki, specjalizującej się w sprzedaży luksusowych i unikatowych artykułów wyposażenia wnętrz, które dzięki swojej oryginalnej i nowoczesnej formie potrafią odmienić każde wnętrze. Właścicielka reprezentuje włoskie marki, dla których projektują wybitni artyści, designerzy i architekci tacy jak Renzo Piano, Ferruccio Laviani, Luca Nichetto, UmbertoAsnago, Andrea Castrignano czy Jamie Durie, których prace można podziwiać w najlepszych galeriach i muzeach na całym świecie. W ofercie The Prime można znaleźć wyjątkowe, ręcznie wykonane meble, dekoracje, materiały wykończeniowe tworzone tradycyjnymi metodami z naturalnych materiałów, takich jak kamień, drewno czy skóra – przedmioty, które w wielu przypadkach same w sobie stanowią małe dzieła sztuki. Marki takie jak: Emmemobil, Pentalight, Casamilano, Henge, Lithos Design czy Busnelli, a reprezentowane przez The Prime to rodzinne, kultywujące tradycje rzemieślnicze przekazywane z pokolenia na pokolenie, firmy, dla których jakość, estetyka, użyteczność i trwałość są tak samo ważne jak pasja tworzenia. O miłości i pasji do włoskiej sztuki oraz designu rozmawiam dziś z Grażyną Tatarek-Magrini.

Zahyrra: Gdy wchodzisz do jakiegoś wnętrzna, na co zwracasz uwagę w pierwszej kolejności? Dokonujesz „analizy psychologicznej” właściciela (śmiech)?

Grażyna Tatarek-Magrini: Najpierw zawsze patrzę na światło i kolory. Zwracam uwagę na to, jak światło działa w przestrzeni i jaki tworzy klimat. Światło najlepiej buduje klimat każdego wnętrza – może być dobrze albo źle zaaranżowane, dobrze albo źle „działać” na wnętrze. Ważne również są kolory ścian i kolory mebli – czy wszędzie jest beżowo-szaro, czy może ktoś ma więcej odwagi i wprowadza jakieś akcenty w mocniejszych barwach. Jeżeli chodzi o analizę psychologiczną, to pewne rzeczy są naturalne i same się narzucają. Jeśli na przykład wchodzę do czyjegoś domu i widzę wielką, pikowaną kanapę z welurową tapicerką, to już wiem, że właściciel raczej jest typem konserwatysty (śmiech).

Z: Czy w przypadku, Twoim zdaniem, źle zaprojektowanego wnętrza kusi Cię, aby „poprzestawiać to i owo”?

GTM: Natychmiast! Czasem gdzieś wchodzę i od razu mam wizję, jak to powinno wyglądać – co bym przemalowała, co bym zrobiła w ogóle inaczej… Bardzo często dotyczy to zasłon w oknach. Generalnie ludzie w Polsce mają źle dobrane zasłony. Najczęściej mam ochotę je zedrzeć i wymienić na inne, zazwyczaj  znacznie lżejsze. A w łazienkach? Wszyscy mają płytki od podłogi do sufitu! A tymczasem płytki nie zawsze są jedynym i niezbędnym rozwiązaniem. Niektórzy natomiast wybierają do łazienek kamień, ale wtedy z kolei skupiają się na tym, żeby płyty kamienne były nieskazitelnie gładkie i wypolerowane. Dla mnie jest to niezrozumiałe. W tej chwili na świecie najmodniejsza jest zabawa w zestawianie różnych powierzchni kamienia: gładkich z matowymi, a do tego jeszcze wzbogaca się fakturę o efekty trójwymiarowe, rzeźbiarskie.
Z: Zdarzyło Ci się odwiedzić miejsce, które urządziłaś i w którym okazało się, że nagle wszystko znajduje się nie na swoim miejscu? Co wtedy czujesz i myślisz?

GTM: Tak. I to powoduje u mnie ból serca, ponieważ oznacza, że klient nie zrozumiał, o co mi chodziło. Pamiętam, jak piękne, jedwabne zasłony na podszewce pewna pani zamieniła na drewniane żaluzje z IKEA.
Z: A jak jest urządzony Twój dom?

GTM: Zacznijmy od tego, że ja uwielbiam się przeprowadzać!  Wszystkie moje kolejne mieszkania bardzo się od siebie różnią. Teraz mieszkam w domu, który już jest dla mnie stylistycznie nieaktualny, chociaż nadal uważam, że projekt był piękny. Ten dom urządziłam w stylu art deco, w kolorystyce biało-czarno-szarej. Użyłam więc materiałów i dekoracji „z epoki”.
Z: Jakie przestrzenie najbardziej lubisz urządzać: publiczne czy prywatne?

GTM: Zdecydowanie prywatne, ponieważ w prywatnych wnętrzach można „poszaleć” (śmiech). No i zwykle budżet w prywatnym domu jest wyższy.
Z: Jakie ciekawe projekty realizowałaś?

GTM: Wielkim wyzwaniem było urządzenie mojego wiejskiego domu w Umbrii we Włoszech. Zależało mi na tym, aby całość nie wyglądała zbyt rustykalnie. Nie było to łatwe, gdyż dom jest średniowieczna budowlą. Musiałam pozostawić takie elementy jak kamienne ściany, drewniane belki pod sufitami, cegły na podłodze. Aby nadać wnętrzom bardziej nowoczesny charakter, wprowadziłam m.in. stalową, minimalistyczną kuchnię, specjalne oświetlenie na linkach przewleczone między belkami, szklaną podłogę na poddaszu, schody wspornikowe, itd. Miałam problemy z robotnikami. Buntowali się, bo moje pomysły były dalekie od ich przyzwyczajeń (śmiech). Nie chcieli na przykład pomalować stropów na biało albo zastosować drewna w łazience.
Z: Jak się narodziła się Twoja pasja i miłość do kultury i designu włoskiego? Dlaczego włoski, a nie tak popularny dziś – skandynawski?

GTM: Pasja narodziła się już w liceum, kiedy jeździliśmy z klasą do Włoch na wymiany międzyszkolne. To były wycieczki organizowane w celu poznania sztuki i kultury włoskiej – bardzo dużo wtedy zwiedzaliśmy. Rodzina, u której mieszkałam, była „artystyczna”. Ona była projektantką mody, a on technologiem tkanin. Ich mieszkanie było wyjątkowe. Dla mnie, dziecka zza żelaznej kurtyny, było miejscem absolutnie niezwykłym. Dlaczego preferuję włoski a nie skandynawski design? Bo nie lubię prostych, skandynawskich form. Poza tym kocham rzeczy, w których widać, że stoi za nimi kilkaset lat tradycji. Patrzę na taki przedmiot, podziwiam precyzję jego wykonania i wiem, że jest wytworzony ręcznie, z najbardziej szlachetnych materiałów. Lubię też „włoskie szaleństwo”, czyli fakt, że Włosi nie boją się różnych zestawień, śmiało łączą kolory i formy.

Z: Ukończyłaś prawo, a potem aplikację sędziowską – dlaczego zrezygnowałaś z pracy prawnika?

GTM: W sądzie stykałam się z wieloma ludzkimi tragediami. Ciężko było mi dźwigać taki bagaż nieszczęścia. Nie dałam rady.
Z: Powstaje w modzie mnóstwo lookbooków promujących nowe kolekcje. Wiele z nich, gdyby ukryć informację o marce, trudno by przypisać do danego domu mody czy projektanta. Ostatnio oglądałam katalog mody projektantów brazylijskich i szczerze mówiąc, choć proponowane kolekcje są ciekawe, nowoczesne, to równie dobrze mogłyby być stworzone w Europie. Jak to wygląda na rynku wyposażenia wnętrz?

GTM: Co wyróżnia włoskie marki? Potrafią czerpać z własnej kultury! Włoskie marki mają wiele cech wspólnych. Wyróżnia je zamiłowanie do tradycji rzemieślniczych, wielka dbałość o detal i stosowanie naturalnych oraz bardzo dobrej jakości materiałów. Nikt inny nie używa drewna akacjowego czy eukaliptusowego tak jak Włosi. Pewne gatunki kamienia też są przez nich szczególnie często stosowane. W ostatnich latach we Włoszech bardzo modne są miłe, miękkie w dotyku skóry, którymi okłada się nawet ściany.

Z: Twoja firma działa na polskim rynku 10 lat. Co było ważne na początku działania firmy, a jakimi kryteriami dziś kierujesz się w doborze marek, które reprezentujesz lub też dobierając partnerów-designerów do współpracy?

GTM: Na początku koncentrowałam się bardziej na remontach wnętrz, a meble były tylko naturalną konsekwencją prac remontowych. Dzisiaj nie zajmuję się już w ogóle remontami i cała uwagę poświęcam wyszukiwaniu i sprowadzaniu do Polski wyjątkowych artykułów wnętrzarskich, które sprzedaję architektom. Moim celem jest dotarcie do profesjonalistów, a nie samodzielne wyposażanie wnętrz. W pracy kieruję się zawsze intuicją. Szukam na rynku nisz, które staram się wypełnić. Uważam, że taką niszą są produkty pochodzące z małych manufaktur. Warto wiedzieć, że dla takich niewielkich, rodzinnych zakładów projektują słynni designerzy. Nad powstaniem kolejnego mebla czuwa artysta z wizją, a nie na przykład stolarz. Poza tym rzeczy, które sprzedaję, są zawsze niepowtarzalne i jedyne. Nikt nie ma takich wzorów tkanin jak Hermes. Nikt nie tworzy tak oryginalnych, rzeźbiarskich mebli jak Emmemobili. Nie ma na świecie dwóch takich samych mis z Yalos Ferromurano.

Z: Czego nauczyłaś przez te lata? Jakie sukcesy utrwaliły w Tobie przekonanie, że to, co robisz jest dobre?

GTM: Przez lata działalności nauczyłam się, że trzeba być pewnym swoich celów i nie schodzić z raz obranej drogi. Sukcesem jest dla mnie to, że wszystko, co prezentuję w moim showroomie, wzbudza prawdziwe zainteresowanie klientów. Często zdarza się, że ludzie nie planują zakupu, ale ulegają czarowi jakiegoś przedmiotu i podejmują decyzję o jego zakupie. A najciekawsze jest to, że potem wracają po inne piękne przedmioty. To jest dla mnie największy powód do dumy! No i niejeden raz słyszałam zdanie: „Tak pięknie u Pani, że nie chce mi się stąd wychodzić”.

Z: Co dla Ciebie znaczy luksus?

GTM: Nie mam definicji luksusu. Nie zastanawiam się nad tym. Ważniejsze dla mnie pojęcia to „piękno” czy „trwałość”.
Z: Jakie trendy w designie obserwujesz w Polsce i na świecie? Co wartościowego Twoim zdaniem dzieje się na rynku?

GTM: Na świecie dominującym trendem jest vintage, styl lat 60 – w eleganckim wydaniu. Na przykład furorę robią fotele Casamilano w tapicerce z tweedu wykończonej welurowymi lamówkami. Poza tym od kilku lat trwa renesans rzemiosła artystycznego. Modne jest łączenie tradycyjnych metod produkcji z nowoczesnymi technologiami. Na przykład firma Henge produkuje lampy ze szczotkowanego ręcznie mosiądzu, w których źródłem światła są diody LED. Jedną z takich lamp wiszących w moim showroomie osobiście podpisał jej projektant Massimo Castagna. Po prostu zdjął buty, wszedł na stół i… złożył autograf na czterech lampach Henge’a. Niestety trzech z tych lamp już nie mam. Bardzo chciałam je zatrzymać na ekspozycji, ale pewnego dnia przyszła do The Prime klientka z własnym elektrykiem, położyła przede mną gruby plik banknotów i zażądała natychmiastowego odkręcenia lamp. Cóż było robić – klient nasz pan… Musiałam sprzedać (śmiech).

Z: W ofercie salonu jest stół „Riflessi Millenari z blatem z drewna Kauri, które ma 48 tys. lat – fantastyczne! Proszę opowiedz o tym drewnie. Jak to możliwe, że drewno zachowało się przez tyle lat i nie jest skamieliną?

GTM: Stół z drewna Kauri można w tej chwili zamówić tylko w The Prime. Na ekspozycji mamy sporych rozmiarów kawałek drewna Kauri – można go u nas zobaczyć i dotknąć. Wyróżnia się wyjątkowo pięknym rysunkiem słojów i wspaniałym, głębokim kolorem. Każdy stół z blatem jest unikatem i każdy tworzony jest na indywidualne zamówienie. Klient wybiera zarówno wielkość, jak i kształt blatu. Może być on dość regularny albo przeciwnie – o naturalnie pofałdowanej linii, z pęknięciami i ubytkami. Te ostatnie na specjalne zamówienie wypełnia się oryginalną żywicą z drzew Kauri, dodatkowo dla dekoracji można w niej zatopić drobinki złota czy szlachetne kamienie. Kauri to jedyne na świecie „drewno kopalne”. Potężne pnie, o długości nawet do 90 metrów, wydobywane są na Nowej Zelandii. Czterdzieści osiem tysięcy lat temu z niewiadomych przyczyn przewróciły się i przeleżały ukryte pod grubą warstwą ziemi aż do dziś. Doskonały stan zawdzięczają warunkom geologicznym – w miejscu ich „leżakowania” powstało błoto o wyjątkowym składzie chemicznym, które w naturalny sposób je zakonserwowało. Nie wiadomo natomiast ile drewna jeszcze zostało, ponieważ wydobywane jest w systemie odkrywkowym w trudno dostępnych lasach. Na pewno są to zasoby, które pewnego dnia się wyczerpią, więc polecam pośpiech w zakupie tego niezwykłego stołu!

Z: Dziękuję za rozmowę!

Więcej fantastycznych projektów i inspiracji możecie znaleźć na stronie:http://www.theprime.pl/

tubularlight_4z-1200x840  134-137-TANGO20GOLD20E20MEDUSA20GOLD-1200x840 128-133-TANGO204-1200x840 light-ring-wall-1477-b-1200x840 lightringhorizontal_2z-1200x840Riflessi_Xhixha-1200 image1-1200x840 Glo-Penta-1200x840