Ciągle gdzieś biegnie, z głową pełną pomysłów, które tylko czekają na właściwy moment, aby ujrzeć ŚWIATŁO dzienne. Tak, ŚWIATŁO pisane dużymi literami, słowo klucz w pracy fotografów i malarzy, artystów – eksperymentatorów szukających nowych form, takich jak mój dzisiejszy gość. Dziś zapraszam na rozmowę z Katarzyną Gemborys projektantką szklanej biżuterii, której oryginalne projekty, fantazyjne zdobienia jak na przykład szklane koronki nadają wyjątkowego charakteru modowym stylizacjom czy nowoczesnym wnętrzom.

Zahyrra: Co najbardziej urzeka Cię w pracy ze szkłem? Dlaczego?

Katarzyna Gemborys: Najbardziej urzeka mnie uroda szkła, jego świetlistość, temperament oraz możliwość zbadania jak daleko jeszcze można pójść oraz jak mocno skomplikować obiekt, aby jednocześnie spełniał założenia projektu. A przy pracy w płomieniu? Urzeka mnie sam żywioł, tempo pracy, kiedy to w jednej chwili z zimnego, nieprzystępnego kawałka staje się ono materiałem miękkim, lepkim, o konsystencja toffi oraz podatnym na wolę twórcy tak, aby po kilku chwilach, poza ogniem palnika, ponownie stać się twardym, zimnym i świetlistym, ale z nadanym mu nowym kształtem oraz znaczeniem. To jest jak medytacja (śmiech).

Z: Medytujesz?

KG: Tak, ale jedynie podczas pracy na palniku (śmiech). Jestem zbyt niecierpliwa, musi się coś dziać!

Z: A jak wyglądała pierwsza rzecz, którą stworzyłaś? Co to było? Czy to wtedy zakochałaś się we szkle?

KG: Pierwszą rzeczą ze szkła, którą wykonałam podczas kursów letnich dla zainteresowanych, będąc jeszcze w klasie maturalnej, była pewna krzywa, szklana kuleczka (śmiech). Ale wtedy też podjęłam decyzję, aby rozpocząć studia w tym kierunku. Następnie już na pierwszym roku studiów, kiedy mieliśmy się zapoznać z warsztatami szklarskimi, ponownie pierwszy był palnik gazowy i projekty szklanej biżuterii.

Z: Czy fakt, że szkło jest kruchym materiałem ogranicza możliwości stworzenie tego, co rodzi się w Twojej wyobraźni?

KG: Gdybym miała jednym słowem określić mój sposób projektowania, myślenia o materiale, to powiedziałabym: przekora. Nie wierzę w to, że czegoś nie można zrobić – wszystko można! Pozostaje jedynie kwestia: „jak” – i tutaj zaczyna się niesamowity i fantastyczny proces tworzenia.

Z: Kto inspiruje Cię / jest Twoim idolem w zakresie pracy ze szkłem?

KG: Natura, historia, historia ubioru, ciało, zmysłowość. Tak naprawdę wszystko, co mnie otacza na co dzień, a więc ludzie, książki, filmy, które stają są bezpośrednią inspiracją, a którą następnie przetwarzam na swój własny sposób. Z artystów, jeśli miałabym wymienić osoby, które pojawiają się w mojej głowie w pierwszej kolejności to przede wszystkim twórczość Iris Van Herpen wraz z jej podejściem do ciała, do stroju oraz jej eksperymentami z materiałami i powstającymi efektami. Kolejni to Bart Hess i Lucy Mcrae, dla których ciało jest tylko punktem wyjścia i którzy, sami nazywając się siebie architektami ciała, próbują stale zniwelować granicę między człowiekiem a jego otoczeniem. Inspiruje mnie również Kerry Howley, która stworzyła niesamowite obiekty zatytułowane: „Attraction / Aversion” – piękne, symetryczne, oparte na klasycznych akantach naszyjniki z ludzkich włosów. A dalej to na przykład: Roland Topor, Witkacy, Terry Giliam, Studio Ghibli, Alicja w Krainie Czarów, Mistrz i Małgorzata… Ja tak mogę wymieniać naprawdę długo… (śmiech).

Z: Oglądając prace innych – co najbardziej Cię interesuje – wzornictwo, kolor czy sposób wykonania?

KG: Wszystko, poczynając od idei, kontekstu poprzez materiał, sposób wykonania, wszystkie detale – chłonę całość, przetrawiam i nasycam się…

Z: A jak powstaje Twoja biżuteria/instalacje? Zaczynasz od rysunku, potem prototyp itp. czy od razu pracujesz na „żywym organizmie”?

KG: Zawsze zaczynam od wizualizacji obiektu w mojej głowie; sprawdzenia go w wyobraźni. Potem notuję go w postaci zapisu ideowego – szybki szkic, pozwalający uchwycić całość na kartce notatnika. Jeżeli nie jest to projekt na zamówienie, pozwalam sobie na swobodę działania i badanie możliwości, przechodząc od razu do płomienia – to daje mi później pewność w pracy i pełne zrozumienie materiału i żywiołu, jakim jest ogień. Przy projektach dla kogoś, zamówionych, korzystam z doświadczeń swobodnej pracy, ale moim priorytetem jest zadowolenie drugiej strony. Zaczynam wówczas od dokładnych szkiców, rysunków, opisów, które następnie są konsultowane z odbiorcą. Dopiero po zatwierdzonym szczegółowym projekcie przystępuję do pracy.

Z: Ile czasu poświęcasz na pracę w szkle, bo jak widzę jesteś zaangażowana w wiele projektów i artystycznych inicjatyw (śmiech)?

KG: Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, ponieważ tak naprawdę to moja głowa pracuje non-stop (śmiech). Czas natomiast jest rodzajem filtra, który pomaga mi odrzucić słabsze pomysły. Wymagają one albo dopracowania, albo są, po prostu, zostawiane na czas nieokreślony. W tej chwili natomiast skupiam się na serii „House Full of Glass” oraz wystawie w Galerie Spiegel w Minden, w Niemczech, a oprócz tego jestem w trakcie realizacji obiektu „Dotknij” na wystawę zatytułowaną „Obszary Sensualne”.

Z: Co pokażesz w Niemczech?

KG: Wystawa będzie poświęcona swoistej celebracji kobiecości. Na pewno znajdzie się tam kilka serii biżuterii ekstremalnej – moich obiektów biżuteryjnych, ale jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Być może pokażę również kilka pobocznych projektów wykonanych z innych materiałów …

Z: Opowiedz o najtrudniejszym Twoim projekcie.

KG: Dużym wyzwaniem okazała się kolekcja „Infantki”, która powstała w wyniku współpracy z zaprzyjaźnionym zespołem VCPTrio wykonującym muzykę klasyczną. Pewnego dnia, przy „babskiej” kawce wyobraźnia zaczęła nam „buzować” (śmiech) i doszłyśmy do wniosku, że dlaczego by nie połączyć naszych sił i zrobić „coś” wspólnie… I tak po wstępnym omówieniu idei, dziewczyny dały mi wolną rękę w zakresie realizacji naszego pomysłu. Trudnością, ale i pozytywnym wyzwaniem dla mnie było dopasowanie się do ich wymagań w 100%. A ponieważ jakiś czas wcześniej miałam okazję stworzyć Tiarę dla sopranistki i jednej z wykonawczyń w zespole Hanny Bałchuty, to doskonale wiedziałam jak istotny jest komfort noszenia szklanych ozdób w trakcie występu na scenie. Podczas takiego koncertu żaden z elementów nie może krępować ruchów ani dekoncentrować. W przypadku moich poprzednich kolekcji, komfort nie był dla mnie aż tak istotny, ponieważ „obiekty” brały udział w sesjach zdjęciowych, kiedy to ważniejszy był dla mnie przekaz, znaczenie formy niż swoboda i wygoda w ruchu. W przypadku kolekcji „Infantki” spędziłyśmy sporo czasu dyskutując i odnajdując słabe punkty koncepcji. Ja poniekąd uczyłam się charakterystyki ich zawodu, a one poznawały swoje ciała w inny sposób. Po czym nastąpiła praca niemalże jak u krawcowej – zdejmowanie miary i kształtów, przymiarki na poszczególnych etapach realizacji, aż w końcu przecudowny koncert wieńczący kolekcję!

Drugim ważnym dla mnie projektem była kolekcja doktorska pod tytułem: „Kobiecości”. To wyzwanie postawiłam sama sobie. Wystawiłam na próbę swoje umiejętności techniczne oraz wiedzę technologiczną skonfrontowaną z wizją i treścią, którą zaplanowałam urzeczywistnić. W oparciu o wcześniejsze doświadczenia, pracowałam ponownie na modelach. Zrobiłam gipsowe odlewy fragmentu ciała modelki lub siebie, przez co obiekty stały się bardziej spersonifikowane, co dodatkowo podkreśliło zawartą w projekcie ideę ukazania oraz podkreślenia różnych archetypów kobiecych postaw. Ciało, kobieta, kobiecość są, poza naturą i historią, jednymi z głównych źródeł inspiracji w mojej pracy. Sensualność powstających obiektów, ich organiczność pobudza wyobraźnię, a zderzenie ich z takim materiałem, jakim jest szkło dodaje całości smakowitości i uzupełnia warstwę znaczeniową, która jest nieodzownym elementem każdego obiektu, jaki tworzę.

Z: Dlaczego mówiąc o swoich pracach używasz słowa obiekty? Może tylko w moich uszach, ale słowo obiekt brzmi… hmmm, beznamiętnie? Tymczasem Twoje prace są niezwykle zmysłowe…

KG: Dziękuję! Słowo „obiekt” zawsze wydawało mi się słowem najodpowiedniejszym, ponieważ określa swoistą dwutorowość form, które tworzę – można je założyć i ozdabiają osobę, która je nosi, ale mogą być również ozdobą wnętrza, jako pewna forma – rzeźba abstrakcyjna. Używając natomiast na przykład słowa „element” do opisu moich prac sugerowałabym ich pewną niepełność – „element”, czyli w domyśle pewna wybrana część określonej całości. Ja tymczasem tworzę pełne, samodzielne obiekty. Również słowo „biżuteria” ukierunkowuje nas na bardzo konkretne myślenie; sugeruje, bowiem metal, kamienie, błyskotkę, cenną drobnostkę, nie opisuje natomiast w pełni istoty moich prac.

Z: A jakie zadanie byłoby dla ciebie naprawdę trudne?

KG: Szczerze mówiąc, nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie… Wychodzę, bowiem z założenia, popartego obserwacjami (śmiech), że nawet najtrudniejsze zadanie, po rozłożeniu go na kolejne kroki, mniejsze etapy, przestaje być Goliatem, koszmarem sennym (śmiech). Rozmowy, konsultacje, próby pozwalają znaleźć najlepsze rozwiązanie na każdy problem.

Z: Swoje szklane koronki pokazałaś w Paryżu w ramach projektu „Polish Fashion Now” i …?

KG: I… poznałam ciebie (śmiech)! Była to niesamowita przygoda, która pozwoliła mi poznać świat mody z innej strony. Dużo pozytywnych emocji i rewelacyjni ludzie, których poznałam.

Z: Wprowadzasz teraz swoją nową kolekcję „House full of Glass”. Widziałam już szklane plafony i są fantastyczne! Co dalej? Jakie inne przedmioty znajdą się w kolekcji? Kiedy premiera?

KG: Dziękuję! Na razie nie planuję żadnej premiery, raczej pozwalam się temu rozwijać swoim rytmem. Może jak przygotuję dużą serię w tym zakresie, to zrobię wernisaż – premierę, ale na razie jest to raczej otwarta przestrzeń do nowych eksploracji – jednocześnie spójnych z moimi dotychczasowymi działaniami. „House full of Glass” – to otwarta formuła i jest dla mnie bardziej platformą, gdzie mogę realizować projekty, które od dawna chodzą mi po głowie, a których nie miałam sposobności, odwagi lub czasu wdrożyć. Kolekcję stanowią przedmioty szeroko opisujące i wpisujące się w architekturę wnętrz. Od biżuterii nie odejdę, ale prócz ozdabiania ciała, ozdabiam także i wnętrza (śmiech). Na razie jest to seria gadżetów codziennego użytku takich jak: zatyczki do butelek, uchwyty do szafek, plafony, lampy, w tym także ogrodowe. Aktualnie pracuję nad – nazwijmy to roboczo „parawanem” – czyli pewną formą organizującą przestrzeń, która będzie składała się z mobilnych modułów, które użytkownik może sam komponować w zależności od swoich potrzeb. Na kanwie tego projektu tworzę również drugi modułowy obiekt łączący dodatkowo funkcję oświetlenia. Oprócz tego w planach mam również serię stołów łączących drewno ze szkłem i światłem – bo szkło bez światła nie istnieje (śmiech), ale to jeszcze nie w tym samym momencie – chociaż…?

Z: Dziękuję za rozmowę i już nie mogę się doczekać!

 katarzyna_gemborys_6 katarzyna_gemborys_5 katarzyna_gemborys_4 katarzyna_gemborys_3 katarzyna_gemborys_2 Iceberg_Plafond_aWine_cork_ab