„Tribute to colors” – taki oto tytuł nosi temat przewodni najbliższej 8 edycji konkursu Fashion Designer Awards. Brzmi intrygująco – prawda? Hasło to staje się tym bardziej interesujące, że jeżeli „poszperamy ” słownikach, to odkryjemy jak wiele znaczeń zawiera w sobie słowo „tribute”. Muszę przyznać, że ja już jestem szalenie ciekawa, co projektanci pokażą i czym zaskoczą jurorów, tym bardziej, że myśl przewodnia po tytułem: „Tribute to colors” daje nie tylko niesamowite pole dla wyobraźni i talentu, ale też znajomości praktycznego rzemiosła szycia, które umożliwia pokazanie wizji twórcy.

Idei konkursu Fashion Designer Awards i osoby Joanny Sokołowskiej-Pronobis – twórczyni projektu, która konsekwentnie od wielu lat realizuje swój pomysł wspierania utalentowanych projektantów, nie trzeba przedstawiać. Zapraszam na rozmowę!

Z: Powiedziałaś, że: „Gdy miałaś 21 lat spotkałaś na swojej drodze kogoś, kto Tobie pomógł, otworzył drzwi i stworzył możliwości. To ukształtowało Twój charakter, a teraz sama wiesz, że pomaganie młodym ludziom ma sens”. Myślę, że często spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy nam pomagają. Dlaczego jednak równie często o tym zapominamy?
Joanna Sokołowska-Pronobis:
To spotkanie nie dotyczyło pomocy w sensie bezpośrednim, ale sytuacji, w której ktoś nagle staje na twojej drodze po „coś”. Takie spotkanie ma swój głęboki, ukryty sens – ja nazywam to „przecięciem ścieżek”. Czasami w życiu zdarzają się takie właśnie momenty, z których nagle coś niesamowitego dla nas wynika, a co ma wpływ na dalsze nasze życie. I takie też „przecięcia ścieżek” dzieją się podczas Fashion Designer Awards.

Z: A sama umiesz prosić o pomoc innych ludzi?
JSP:
Dla mnie samej? Kompletnie nie; jestem w tym beznadziejna, ale dla projektu, dla kogoś – tak, w ogóle nie mam z tym problemu; ale taka widać moja natura (śmiech).

Z: Jakiej pomocy potrzebują dziś polscy projektanci?
JSP:
Finansowej to zawsze, ale także PR, marketingowej. Kilka lat temu powiedziałabym, że parasola ochronnego, ponieważ świat mody jest trudny, ale dziś projektanci umieją zawalczyć o swoje, z czego bardzo cieszę się.

Z: Do poprzedniej edycji konkursu Fashion Designer Awards zgłosiło się prawie 350 projektantów. Dla Ciebie, jako pomysłodawcy i twórcy tego projektu, jest to liczba imponująca, ale mnie bardziej interesuje czy Twoim zdaniem rynek polski jest gotowy na taką liczbę projektantów tym bardziej, że mam wrażenie, że cena jeszcze długo będzie w Polsce głównym kryterium zakupowym?
JSP:
Do konkursu FDA zgłasza się najwięcej uczestników w historii polskiej mody tak w ogóle. Do pierwszej edycji nieznanego wówczas konkursu zgłosiło się aż 236 osób! Dasz wiarę? To mnie wówczas niesamowicie uskrzydliło! A piąta edycja to był już fenomen w skali polskiej mody! Niebawem startuje 8 edycja i mam nadzieje, że utrzymamy świetny wynik nie tylko pod względem ilości, ale przede wszystkim jakości. Jakiś czas temu czytałam, z raportu platformy sprzedażowej, że w Polsce jest 700 projektantów, czyli spokojnie jeszcze kilkunastu mogłoby się zgłosić (śmiech), ale tak już poważnie mówiąc, to udział w takim konkursie jest, po prostu, dużym wyzwaniem, które warto podjąć, choćby tylko dlatego, aby odpowiedzieć sobie na kilka pytań takich jak: czy w ogóle „to” jest dla mnie, czy jest miejsce dla mnie na tym rynku, co mogę rynkowi zaproponować, czy i jakie mam szanse odnieść sukces oraz kluczowe pytanie: ile będzie kosztowało ubranie z moją metką. Takie pytania bardzo porządkują sposób myślenia i pomagają znaleźć swoje miejsce na rynku. A wracając do pytania czy polski rynek jest gotowy na taką liczbę projektantów, no właśnie – jaką? Bo dziś nie każdy, kto skończył szkołę projektowania ubioru i chce zostać projektantem finalnie nim zostaje.

Z: Tak, masz rację, ale ja bardziej zastanawiam się nad takim oto faktem. Moda autorska jest dużo droższa choćby tylko z tego powodu, że koszt jednostkowy produkcji jest wyższy i musi być, ponieważ projektant, który rzetelnie i ambitnie podchodzi do tego, co robi, szuka dobrych tkanin, korzysta z lokalnych droższych wykonawców, itp. i pomijam już w tym momencie proces twórczy, który trwa i też musi być wkalkulowany w cenę?
JP:
Dokładnie, dlatego też kupując ubranie z metką projektanta, wiem, że kupuję coś unikatowego i płacę za jego know-how. Moda autorska to moda dla świadomego i dojrzałego odbiorcy.

Z: W Polsce mamy wiele konkursów i inicjatyw, które w tytule mają słowo Fashion. Czy Twoim zdaniem widzisz potrzebę scalenia środowiska modowego i stworzenia jednej formuły konkursowej?
JSP:
Środowisko modowe jest hermetyczne, wszyscy się znają, o scalaniu środowiska nie słyszałam nigdzie, w żadnym kraju, podobnie jak formuły konkursowej. Czy to znaczy, że wszystkie konkursy filmowe też miałyby się scalić, po co? Fajnie, że są w Polsce 3 znane konkursy dla młodych projektantów i 3 różne przygody dla kogoś, kto chciałby wziąć udział w każdym z nich.

Z: Jakimi kryteriami czy zasadami kierujesz się dobierając ludzi do projektów, których się podejmujesz w życiu zawodowym i nie mam tu na myśli jedynie konkursu, którego jesteś twórcą?

JSP: Od prawie 9 lat mam swoją agencję evetowo-piarową i produkuję Fashion Designer Awards. Uważam, że mam niebywałe szczęście do ludzi, ale oprócz tego buduję długofalowe relacje zawodowe. Świadomość, że mam wokół siebie kompetentnych ludzi daje mi duży komfort pracy, ale przede wszystkim uwielbiam pracować z ludźmi, których autentycznie lubię, którzy są otwarci i kreatywni – musimy odbierać na tych samych falach to wtedy wszystko się udaje (śmiech).

Z: To wyobraź sobie, że masz jedno wolne miejsce w łódce zwanej Fashion Designer Awards. Kogo zabierzesz ze sobą w rejs – osobę doświadczoną z dużą wiedzą czy też kreatywną i otwartą, ale bez „twardej” wiedzy i doświadczenia? I jak dokonasz wyboru – intuicyjnie czy też metodyczne rozpiszesz wszystkie za i przeciw (śmiech)?
JP:
Zwykle przed „skokiem” nie ma za wiele czasu na myślenie, ufam swojej intuicji i wierzę, że zabieram diament, który oszlifuję.

Z: Jak myślisz, które z Twoich predyspozycji czy umiejętności pomogły Ci w realizacji pomysłu pod tytułem: Fashion Designer Awards.
JSP:
Organizacja przez duże „O” – bez tej umiejętność przy tak dużym projekcie nie ma szans na sukces oraz determinacja.

Z: Gdy wracasz wieczorem, już po gali finałowej, jakie są Twoje refleksje?
JSP:
Wtedy to nie jest czas na refleksje (śmiech), są endorfiny, szampan, wielka radość, sms’y do rana. Ja autentycznie przeżywam z moimi finalistami ten wieczór – jak ktoś wygrywa to ja z nim, jak odchodzi bez nagrody to ja też czuje jakąś stratę; po prostu tak mam.

Z: Zbliża się 8 edycja konkursu FDA. Patrząc z perspektywy czasu, czy emocje, jakie towarzyszyły Ci podczas poprzednich edycji projektu i te, które odczuwasz dziś są do siebie porównywalne? Które z nich dziś dominują?
JP:
Uruchamiając 1-szą edycje odkrywałam absolutnie wszystko. Pamiętam, jak byłam przerażona, kiedy na tydzień przed ostatecznym terminem nadsyłania zgłoszeń, do naszego biura dotarło kilka kolejnych teczek! Nie wiedziałam wówczas, że zgłoszenia potrafią „przychodzić” na ostatni niemal dzień; taka jest psychologia uczestników i dziś to wiem (śmiech). Listonosz cierpi na bóle w krzyżu od noszenia ciężkich worków, drzwi do biura się nie zamykają, a kurierzy kursują od rana do wieczora. I ten moment uwielbiam niezmiennie, ponieważ wiem, że te teczki to nowi uczestnicy, najważniejsi bohaterowie i kreatorzy danej edycji, bo tak naprawdę, jaka będzie kolejna edycja to w głównej mierze zależy od nich – to oni wnoszą niesamowitą energię, z której ja czerpię przez kilka miesięcy. Niepowtarzalne są także obrady jury – książkę mogłabym napisać – tyle się dzieje (śmiech).

Z: Na koniec powinnam, życzyć Ci powodzenia i powiedzieć, że trzymam kciuki, ale przewrotnie powiem, że nie zrobię tego … (śmiech) – słysząc, bowiem w Twoim głosie tak dużą radość i entuzjazm jestem przekonana, że ta edycja będzie, po prostu, doskonała!
JP:
Zrobię wszystko, żeby była niezapomniana!

Z: Dziękuję za rozmowę!