Będąc dzieckiem marzyła, żeby zostać fotografem. Uwielbiała oglądać zdjęcia oraz chwile, kiedy rodzice organizowali pokaz slajdów. A gdy nie zdążyła wcisnąć się w kadr robionej fotografii  – nie ukrywała swojego niezadowolenia. Kochała pozować, a potem analizować swoje zdjęcia. Koleżanka powiedziała jej, że powinna zgłosić się do agencji modelek, ale to siostra zadzwoniła w jej imieniu do agencji, bo ona się wstydziła… Została modelką!

Pracowała z takimi fotografami, jak Mario Testino, Greg Kadel, Terry Richardson, chodziła dla Armaniego, Marca Jacobsa, Alexandra Wanga, Bottegi Venety czy w pokazie Fendi na Wielkim Murze Chińskim, a jej zdjęcie zostało opublikowane na okładce magazynu Vogue. Pozowała również dla takich tytułów jak: ELLE, Marie Claire, L’Officiel czy Harper’s Bazaar. Pracując z najlepszymi, uczyła się od najlepszych. Została fotografem!

Dużo podróżuje, żyje na walizkach, ale dzięki temu uważnie obserwuje świat, ludzi i ich sposób życia oraz modę… Szuka dobrych emocji i piękna, które utrwala swoim obiektywem. Fotografia stała się jej pasją, radością, sposobem na życie i… zawodem. Dziś, Zosia Promińska łączy zdobyte doświadczenie w pracy w modeligu z pracą fotografa, a jej profesjonalne prace możemy oglądać w magazynach takich jak: Grazia, i-D, ELLE, K Mag, Zwierciadło, VU MAG, Skarb. Zapraszam na spotkanie z Zosią Promińską – fotografem.

Zahyrra: Domyślam się, że Twoje dotychczasowe doświadczenie w pracy fotografa jest bardzo pomocne dla Ciebie w trakcie sesji, kiedy Ty występujesz w roli modelki. Na przykład na pewno jest Ci dużo łatwiej rozumieć, że pewne ujęcia należy powtórzyć lub że fotograf jest nie do końca zadowolony i szuka dalej… A nie kusi się czasem, aby pouczać fotografa, sugerować, że należy coś poprowadzić inaczej (śmiech)?
Zosia Promińska:
Doświadczenie zdobyte w pracy, jako fotograf bardzo ułatwia późniejszą pracę w charakterze modelki, choć mając 15-letni staż w tym zawodzie, taka pomoc nie jest już zbytnio potrzebna (śmiech). Zawsze kochałam sesje, w których fotograf dawał mi wolną rękę, kiedy sama ustawiałam się do zdjęć, wybierałam miejsce, w którym czułam, że wszystko zagra najlepiej. Te sesje były najpiękniejsze. Praca zespołowa przy sesji polega na jej współtworzeniu – każda zaangażowana w nią osoba ma rolę do odegrania. Ponieważ pracuję z samymi profesjonalistami, nie czuję potrzeby, ani nie widzę powodu, żeby pouczać fotografa. Zdobyte doświadczenie czasem przeszkadza – ostatnio wyszłam z castingu, bo sama go sobie w głowie przeprowadziłam wśród oczekujących modelek. Co zabawniejsze, dziewczyna, którą wytypowałam, jako najlepszy wybór dla owego klienta, faktycznie dostała tę pracę (śmiech).

Z: Czy dla fotografa jest łatwiej czy trudniej pracować z modelką-fotografem?
ZP:
Dla fotografa dużo łatwiej pracuje się z kimś, kto rozumie kadr i światło, kto jest gotów marznąć w strugach deszczu, bo rozumie marzenia o idealnym zdjęciu oraz… kto mu ufa.

Z: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią? Jaki rodzaj fotografii najbardziej Cię interesuje?
ZP:
Fotografia to już nie jest dla mnie przygoda, a zawód na pełen etat, który traktuję potwornie poważnie. Jest to zarazem moja największa pasja i radość w życiu, a słowo przygoda kojarzy mi się bardziej z hobby. Fotografować zaczęłam wiele lat temu. Prowadziłam wówczas blog z reporterskimi zdjęciami z podróży. Następnie przyszła kolej na „testy”, czyli sesje dla początkujących modelek potrzebne im do portfolio. To była świetna szkoła, gdyż miałam do czynienia z modelkami, które po raz pierwszy stawały przed obiektywem i trzeba im było bardzo pomóc, czasem nawet dokładnie ustawić do zdjęcia. Nie było na planie nikogo do pomocy; sama musiałam kontrolować modelkę, ubranie, włosy. Za zadanie postawiłam sobie robienie każdego testu w innym plenerze; za każdym razem w innym miejscu – bez względu na pogodę, czasem nawet i w deszczu. Dopiero po zdobyciu doświadczenia przy przeszło stu takich sesjach zaczęły pojawiać się zlecenia dla firm i magazynów. Najwięcej nauczyłam się mając „oczy szeroko otwarte” podczas sesji. Obserwowałam ustawienie świateł, zadawałam masę pytań. Często też przychodziłam do studia, aby przyglądać się takim sesjom. Miałam szczęście uczyć się od najlepszych. Najbardziej lubię modę oraz portrety. Zawsze dążę do uchwycenia ulotnych emocji, lubię zdjęcia czułe i naturalne. Bardzo często staram się rozbawić albo zagadać osobę, którą fotografuję tak, aby móc złapać prawdziwe uczucia. Lubię zabawę modą, kiedy ubranie żyje, kadr jest ciekawy a modelka przykuwa uwagę. Lubię łączyć piękne pejzaże z modą. Bardzo dużą satysfakcję sprawiają mi sesje trudne – lubię wyzwania.

Z: Jak zdobyłaś pierwsze zlecenie? Czego się nauczyłaś?
ZP:
Pierwszym ważnym dla mnie zleceniem była sesja z gwiazdą dla magazynu. Co czułam? Przed sesją zmęczenie po nieprzespanej nocy i lęk (śmiech). Te emocje opuściły mnie dopiero w chwili, gdy chwyciłam mój aparat. Od razu wiedziałam, co robić i poczułam ogromną ekscytację i adrenalinę. Pomimo, iż czułam się pewna siebie, pierwszy posiłek zjadłam dopiero po sesji (śmiech). Nauczyłam się, iż osoba fotografowana w dużej mierze czerpie pewność siebie od fotografa, bez względu czy jest to gwiazda czy modelka.

Z: Czy dziś w trakcie sesji fotograficznej, będąc równocześnie fotografem, potrafisz się skupić na roli, którą masz odegrać czy też podpatrujesz sposób pracy fotografa, analizujesz model aparatu czy sposób doboru oświetlenia itp.
ZP:
Gdy pracuję jako modelka cieszę się brakiem odpowiedzialności, którą obarczony jest fotograf. Delektuję się każdą sekundą sesji. Bycie modelką jest dla mnie jak zamiana miejsc w samochodzie – zza kierownicy przesiadam się na fotel pasażera. Zawsze ciekawi mnie sposób pracy kolegów i koleżanek po fachu. Przyłapałam się kiedyś na fakcie, iż nie patrzę w… ale na obiektyw (śmiech).

Z: I odwrotnie – będąc w roli fotografa nie tracisz cierpliwości, gdy po raz kolejny praca zaangażowanej modelki na planie, nie pozwala ci osiągnąć rezultatu takiego, jakiego byś oczekiwała.
ZP:
Ponieważ na własnej skórze przekonałam się, jak ciężki jest zawód modelki, nie mam problemów ze współpracą z dziewczynami, nawet z tymi z małym doświadczeniem. Niejednokrotnie na sesji klient ostrzegał mnie, iż zatrudniona modelka nie rusza się dobrze przed obiektywem. Podczas wspólnej sesji okazywało się, ku zdziwieniu klienta, że jest inaczej. Ważne jest, aby od początku wiedzieć jak chce się żeby zdjęcie wyglądało. Dobra komunikacja z modelką również ułatwia pracę. Ostatnio na planie w charakterze modelki byłam świadkiem takiej oto sytuacji – przychodzimy na sesję, ja i 17-letnia modelka. W odpowiedzi na nasze dzień dobry pani fotograf odwraca się do klientki, zasłaniając usta, mówi jej coś na ucho, po czym obie parskają śmiechem. Dla mnie to po prostu głupie i nieprofesjonalne zachowanie, więc puszczam to mimo uszu. Było mi jednak nieprzyjemne patrzeć, jak druga modelka powoli zamyka się w sobie. To jest przykład, jak czyjś brak kompetencji i empatii możne sprawić, że cudowna modelka źle wychodzi na zdjęciach. Tego dnia marzyłam, żeby móc zamienić się miejscami i fotografować tę piękną dziewczynę.

Z: Pracowałaś z najsłynniejszymi fotografami takimi jak: Mario Testino, Greg Kadel czy Terry Richardson, co podpatrzyłaś dla siebie, jako dla fotografa?
ZP:
Tak to prawda, ale największą inspiracją była dla mnie duńska fotografka Signe Vilstrup. Pracując na minimalnej ilości sprzętu, ale z ogromnym entuzjazmem stworzyła cudowne edytoriale do Vanity Fair. Zaangażowanie, oddanie siebie i energia są dla mnie najważniejsze w pracy na planie. Ogromną inspiracją jest dla mnie również Annie Leibovitz i jej fenomenalne, pełne alegorii kadry, jak ujęcie ciemnoskórej aktorki Whoopi Goldberg wyłaniającej się z wanny białego mleka.

Z: A gdybyś miała okazję porozmawiać z fotografami, których sama cenisz takich jak Richard Avedon, Peter Lindbergh lub Steve McCurry – to, o co byś ich zapytała?
ZP:
Czy zrobiliby mi zdjęcie (śmiech).

Z: Czy krytyka modelek, o której mówisz na swoim blogu nie jest de facto brakiem profesjonalizmu ze strony osób w nią zaangażowanych? Wybór modelki, która nie spełnia oczekiwań jest, jak dla mnie, po prostu błędem rekrutacyjnym.
ZP:
Tak, często wynika to z błędu rekrutacyjnego. Zdarza się jednak, iż klient dokonuje wyboru wyłącznie na podstawie zdjęć, a te bywają bardzo wyretuszowane. Nawet tak zwane polaroidy, czyli zdjęcia sauté modelki bez makijażu przy dziennym świetle, które agencje przesyłają by ułatwić wybór i pokazać jak dziewczyna wygląda naturalnie, bywają ostro „podrasowane”. Niemniej jednak podstawą współpracy z drugim człowiekiem jest szacunek. A i krytykować też trzeba umieć…

Z: Twoją receptą na krytykę jest pokochanie siebie. Wydaje mi się to czasem trudne w praktyce, ponieważ gdy wszystko nam się układa dużo łatwiej jest kochać siebie i sięgać po więcej, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy nie udaje nam się uzyskać tego, czego pragniemy a wokół słyszymy słowo „nie”. Co dla Ciebie było takim punktem przełomowym, że nauczyłaś się kochać siebie?
ZP:
Nie ukrywam, że to była bardzo kręta i wyboista droga. Nie uchowałam się przed kilkuletnim zaburzeniem odżywiania. To był ciężki czas w moim życiu, ale dzięki niemu kocham i akceptuję siebie w stu procentach. Co tu dużo mówić… Modelek ze zdrowym podejściem do swojego ciała czy do jedzenia jest niewiele. Nic w tym dziwnego, gdy człowiek nieustannie poddawany jest ocenie i krytyce, gdy jest wartościowany na podstawie obwodu bioder, ponieważ ubrania, które ma prezentować podczas Fashion Week bywają w niemal w dziecięcym rozmiarze. To doświadczanie wiele mnie nauczyło. Teraz, jako fotograf zawsze dbam o dobre samopoczucie modelki na planie, razem z nią odkrywam jej piękno i fakt, iż wbrew opinii wielu, nawet ciut szersze biodra mogą pięknie wyjść na zdjęciu.

Z: Odkryłaś swoją pasję – gdzieś przeczytałam, że towarzyszyło temu duże wzruszenie. A pomyślałaś kiedyś, że musiałaś przebyć tą trudną drogę w modelingu, aby odkryć swoje powołanie – co jest fantastyczne, bo nie zawsze i nie każdemu się to udaje – prawda?
ZP:
Zgadza się! Myślę o tym przy każdej sesji, kiedy to właśnie doświadczenie zdobyte w modelingu okazuje się potwornie przydatne nie tylko przy tworzeniu, ale i przygotowaniu bądź wyborze zdjęć.

Z: Masz tak bogate portfolio, że zastanawiam się czy dziś jakiś fotograf jest jeszcze w stanie zaskoczyć Cię takim ujęciem Ciebie, jakiej się jeszcze nie znałaś?
ZP:
Wszystkie sesje różnią się od siebie pod wieloma względami. Nie mam dwóch takich, które byłyby bardzo podobne. Również ja się zmieniam. Na efekt sesji, oprócz oczywistych faktorów takich jak make up, włosy, stylizacje, lokalizacja czy światło, wpływ mają również samopoczucie danego dnia oraz energia, która tworzy się pomiędzy fotografem a modelką.

Z: Dlaczego zazwyczaj nie lubimy siebie na zdjęciach zaraz chwilę po zrobieniu takiego zdjęcia, a po latach jak wracamy do dawnych fotografii wydają nam się piękne – i my na nich (śmiech)?
ZP:
Myślę, iż wynika to z ubogiej wiedzy na temat własnej twarzy. Znamy minę, którą robimy, gdy przeglądamy się w lustrze, ale złapane ujęcia, gdy mimika działa ciut mocniej już nas szokuje. Szkoda, iż tak często doceniamy własną urodę dopiero, gdy ona minie….

Z: Dziękuję za rozmowę.

Poniżej możecie zobaczyć fantastyczne fotografie Zosi Promińskiej, a po więcej zapraszam na: http://zosiaprominskaphotography.com/

Zahyrra_Zosia__Promińska_9 Zahyrra_Zosia__Promińska_8 Zahyrra_Zosia__Promińska_7 Zahyrra_Zosia__Promińska_6 Zahyrra_Zosia__Promińska_3 Zahyrra_Zosia__Promińska_2 Zahyrra_Zosia__Promińska_1 beznazwy33