Przygoda z modą zaczęła się, kiedy będąc nastolatką, jej ciocia, absolwentka Ecole de la Chambre Syndicale w Paryżu pokazała jej swoje rysunki żurnalowe i opowiedziała o tym, czym się zajmuje. W tamtym czasie projektowała wzory na chusty i krawaty dla takich słynnych domów mody jak: Rochas, Carven, Paco Rabanne czy Givenchy. Kolorowy świat mody widziany oczami dziecka, zafascynował ją tak bardzo, że zapragnęła być jego częścią. Ukończyła zatem Międzynarodową Szkołę Kostiumografii i Projektowania Ubioru, a następnie swoje kolekcję zaprezentowała nie tylko w Polsce, ale także w Paryżu, Berlinie, Maastricht czy Tbilisi.
Stale rozwija swoją wyobraźnię eksperymentując z krojem, doborem elementów dekoracyjnych czy po prostu  z kolorem. Mogłoby się wydawać, że jej kolekcje pełne nasyconych kolorów, szalonych wzorzystych tkanin, baśniowych motywów, to propozycja dla artystów lubiących odważny obraz sceniczny, ale czy tylko? Mówi się również, że projekty Sophie Kuli to propozycja dla odważnych pewnych siebie indywidualistów, którzy pragną w ten sposób swój indywidualizm podkreślić, ale dla uważnego obserwatora kolekcje Sophie to po prostu wymagające uwagi projekty, stanowiące wyzwanie polegające na pobudzeniu własnej wyobraźni tak, aby pokazać swój własny pomysł na siebie, poczucie humoru, ale przede wszystkim własną fantazję oraz praktyczną umiejętność korzystania z nowych rozwiązań obecnych na rynku tak, aby wybierając jeden charakterystyczny element nadać mu już inną formę zgodą z naszą osobowością, stylem życia i pozycją zawodową. Zapraszam na spotkanie z projektantką i stylistką –  Sophie Kulą.

Zahyrra: Na Twojej stronie znalazłam informację, że masz polsko-rosyjskie korzenie, ale Twoje serce należy do Paryża…
Sophie Kula:
Moja babcia była Rosjanką i tak się złożyło, że to ona odegrała główną rolę w moim wychowaniu.  Dorastałam więc otoczona bajkami, opowieściami i melodiami rosyjskimi. Rosja była i jest mi bardzo bliska; czuję pewną więź łączącą mnie z narodem rosyjskim, ale absolutnie nie mam tu na myśli obecnej sytuacji politycznej. Moją kolekcję zatytułowaną Global Warming dedykowałam właśnie mojej prababci Rosjance o przepięknym imieniu Tasia. Wydaje mi się, że ona nie rozumiała dokładnie tego, co robię oraz dlaczego, ale tak bardzo mnie kochała, że wierzyła we mnie i kibicowała bardzo mocno. Kolory, zapachy, zabawy oraz melodie okresu dzieciństwa są obecne w mojej twórczości do dziś. Z Paryżem natomiast jest inaczej, nie mam korzeni francuskich, ale rodzina mojego taty zaczęła emigrować do Francji w latach 60-tych, a teraz już trzecie pokolenie żyje w tym kraju. Będąc dzieckiem często odwiedzałam rodzinę we Francji i pokochałam ten kraj. Paryż ma swoją specyficzną aurę i klimat, wszystko tu znam i czuję się jak u siebie. Mam także kilku znajomych Rosjan, których poznałam… w Paryżu (śmiech). Różnice kultur, folklor, wspomnienia z dzieciństwa mocno przenikają się w moich projektach.

Z: Jakie zatem jest Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
SK:
Pamiętam, jak wieczorem przypadkiem podsłuchałam rozmowę rodziców, którzy planowali mnie zabrać rano następnego dnia do Disneylandu. Z wrażenia i emocji nie mogłam spać i rano była potwornie zmęczona. Pobyt w takim parku rozrywki jak Disneyland dla dziecka w tamtych czasach to było naprawdę „coś”. Do dziś pamiętam, że była to środa i miesiąc maj…

Z: A jakie wartości i zasady wyniosłaś z domu?
SK:
Moja mama bardzo chciała, abym rozwijała swoje umiejętności artystyczne w różnych dziedzinach sztuki, dlatego też, jako dziecko miałam dużo zajęć dodatkowych takich jak: lekcje tańca czy rysunku. Uczęszczałam również do szkoły muzycznej. Jak już wspomniałam, dużo czasu spędzałam też z babcią, która uczyła mnie zabaw i piosenek rosyjskich, a ponieważ były to czasy, kiedy jeszcze nie było tak ogromnego wyboru na półkach sklepowych, to trzeba było samemu wymyślać sobie zajęcia i zabawy. Z perspektywy czasu widzę, że tamten okres życia naturalnie rozwijał nie tylko moją wyobraźnię i kreatywność, ale przede wszystkim ciekawość i inicjatywę.

Z:  Otrzymałaś wiele nagród, wyróżnień. Która nagroda jest dla Ciebie szczególnie cenna i jak wpłynęła na Twoje życie?
SK:
Myślę, że najcenniejszą nagrodą było stypendium w szkole: Domus Academy w Mediolanie, którą otrzymałam biorąc udział w konkursie w Gruzji. Pobyt i nauka w tej szkole uzmysłowił mi, czego jeszcze nie wiem oraz jaką wiedzę chcę zdobyć. Dzięki temu stypendium zdobyłam nowe perspektywy i nowe kontakty; mam cały czas kontakt z studentami i nauczycielami, na których wiem, że mogę liczyć. Nagrodę otrzymałam z rąk dyrektor szkoły, która oglądając moją kolekcję powiedziała do mnie: „Podoba mi się to, co robisz, widzę duży potencjał, ale jeszcze potrzebujesz trochę bardziej się rozwinąć, uporządkować. Myślę, że w naszej szkole nauczymy Cię tego”.

Z: Co konkretnie sprawiło, że zdecydowałaś się zaproponować swoje autorskie kolekcje i rozwijać markę Sophie Kula?
SK:
Przede wszystkim moja kolekcja dyplomowa wzbudziła duże zainteresowanie, zwłaszcza dzięki mojemu udziałowi w finale konkursu „Oskary Mody”. Wcześniej pracowałam dużo, jako asystentka, później stylistka w redakcjach mody, więc znałam trochę „branżę” (śmiech:). Dzisiaj jest dużo marek – zdecydowanie więcej niż potencjalnych klientów, w porównaniu do okresu, kiedy ja zaczynałam; wówczas, jeśli miałeś coś ciekawego do zaproponowania, łatwiej było się „wybić”.

Z: Jak dziś, jako dorosła kobieta, rozwijasz swoją wyobraźnię?
SK:
Trudne pytanie, aby odpowiedzieć na nie jednym zdaniem. Kiedyś zapytano mnie, co stanowi dla mnie inspirację. Odpowiedziałam, że wszystko, co wywołało u mojego rozmówcy duże zdziwienie. Ale tak rzeczywiście jest – wszystko wokół inspiruje mnie, co w naturalny sposób rozwija moja wyobraźnię i potrzebę wyrażania swojej interpretacji.

Z: Jak Twoim zdaniem należy nosić Twoje projekty tak, aby zaakcentować swoją indywidualność, może nawet poczucie humoru, ale tak, aby jednocześnie nie popaść w przesadę czy uniknąć efektu przebrania się?
SK:
Przede wszystkim należy pamiętać, że zazwyczaj różne stylizacje przedstawiane w lookbookach czy edytorialach, często z przesadną scenografią, mają na celu wzbudzić zainteresowanie, pokazać wyobraźnię czy możliwości autora lub też stanowią inspirację dla innych projektów. Dlatego też szukając coś oryginalnego dla siebie należy przyjrzeć się poszczególnym elementom takiej stylizacji. Podobnie jest w przypadku moich projektów. Zestawione razem wszystkie elementy ubioru stanowią mocny sceniczny akcent, ale pojedyncze jego fragmenty w połączeniu z innymi częściami garderoby, które już mamy w szafie mogą stanowić interesujący, zaskakujący i wyróżniający nas element. Moje propozycje są dedykowane do osób, które lubią się bawić swoim wizerunkiem, szukają też „pewnej jakości”, ale przede wszystkim, chcą coś bardziej oryginalnego od tego, co proponują sieciówki. Mam świadomość tego, że nie każdy, kto dba o swój wygląd i lubi oryginalne rozwiązania potrafi odpowiednio komponować odważne propozycje, dlatego też oferuję dwie linie produktowe. Pierwszą linię Premium przygotowuję osobiście – na indywidualne zamówienia. I rzeczywiście te projekty dla większości mogą się kojarzyć z kostiumem scenicznym. Natomiast druga linia: „pret a porte” to propozycja i produkcja komercyjna w bardziej przystępnej formie.

Z: Twoje projekty są bardzo charakterystyczne i dedykowane do odważnych kobiet – indywidualistek. Co Twoim zdaniem znaczy odwaga w życiu?
SK:
Mówi się, że do odważnych świat należy i tak jest, bo odwaga to inicjatywa, a podejmując nowe działanie doświadczamy różnych emocji – tych pozytywnych i tych mniej pozytywnych, ale na tym to polega, aby doświadczyć w życiu wszystkich emocji. W końcu rozwój leży poza strefą komfortu.

Z: Jaka była Twoja najodważniejsza decyzja w życiu?
SK:
Trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć, bo to zależy od etapu w życiu. Jako 12-latka jechałam sama 2 dni pociągiem z Rosji – tak się niechcący stało i myślę, że wtedy to była najodważniejsza sytuacja, w której się znalazłam, a dzisiaj latam po całym świecie (śmiech). Jak miałam 18 lat dostałam się na rozmowy kwalifikacyjne do wymarzonej szkoły w Londynie, ale wtedy zabrakło mi odwagi na taką decyzje i moim rodzicom, żeby mnie w tym wesprzeć. Wszystko się zmienia, a doświadczając tych zmian mamy z czasem więcej odwagi oraz pewności siebie.

Z: Nie będę pytać o marzenia, ale zapytam o plany… Nad czym teraz pracujesz? Kiedy i gdzie będzie można zobaczyć Twoje nowe projekty?
SK:
W ostatnim roku podjęłam decyzję zmian, których konsekwencje teraz obserwuję. Dotychczas realizowałam wszystkie projekty na indywidualne zamówienia, a teraz przygotowałam kolekcje, którą chcę niedługo sprzedawać w jednym z e-commerce. To jest warunek, jeśli chcę mieć zagranicą rynek zbytu, zwłaszcza, że mój styl zdecydowanie bardziej trafia w rynek azjatycki niż europejski, o czym się wielokrotnie przekonałam biorąc udział w międzynarodowych wydarzeniach. Jednak żeby cała ta machina działała dobrze, trzeba mieć dobry zespół a są to bardzo duże koszty. Dlatego póki, co, powoli do przodu (śmiech). Na ten moment sprzedaję i promuję kolekcję zimową „La Magie Noire”. Linię PREMIUM, będę prezentować od 3 października przez miesiąc w concept store Rosier 41 w Antwerpii. Tutaj pragnę podziękować Instytutowi Polskiemu w Brukseli za pomoc, dzięki której mogę uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Z: Jesteś jednym z organizatorów wydarzenia o nazwie: Polish Fashion Now. Opowiedz coś więcej o tym projekcie.
SK:
To wydarzenie miało na razie swoją pierwszą edycję, ale mam nadzieje, że stanie się regularną inicjatywą, która wpisze się w kalendarz imprez towarzyszących podczas Paryskiego Tygodnia Mody.  Moda autorska i luksusowa jest tam gdzie są pieniądze i dzisiaj są to przede wszystkim kraje arabskie, czy daleki wschód. Jednak żeby do nich trafić, to świat mody koncentruje się na czterech najważniejszych tygodniach mody w Nowym Yorku, Londynie, Mediolanie i Paryżu. To właśnie do Francji, która jest kolebką historii mody, przyjeżdża najwięcej kupców i dziennikarzy z całego świata. Wiele projektantów ma swoje pokazy i showroom’y w tym czasie. Są także showroom’y narodowe, dofinansowane przez prywatne instytucje bądź bezpośrednio przez Państwo. Sama brałam udział w showroomie organizowanym przez Gruzinów, chociaż nic z Gruzją wcześniej nie miałam wspólnego. Zaprosiła mnie do udziału organizatorka bardzo wpływowa i bogata Gruzinka Sofia Tchkonia, która włączyła do projektu jeszcze kilka interesujących według niej marek z bloku wschodniej Europy. Dostrzegłam wówczas jakie tydzień mody daje możliwości szczególnie jaki potencjał niesie w sobie paryski Tydzień Mody. Mój showroom natomiast odwiedziła Dyrekcja Instytutu Polskiego w Paryżu i tak narodził się pomysł stworzenia polskiego showroomu. Do projektu zostało zaproszonych kilka doświadczonych osób takich jak: Marcin Kokowski od wielu lat mieszkający w Paryżu, a zajmujący się PR wielu luksusowych marek zwłaszcza z rodziny perfum Lancome, a także Piotr Stokłosa fotograf, polskiego pochodzenia pracujący dla Dior czy Celine. Po stronie polskiej wpiera nas także Fundacja Art Couture. I chociaż projekt jest w rękach profesjonalistów, z rządowym wsparciem,  to jednak stworzenie regularnej komercyjnej platformy wymaga trochę więcej odwagi od strony polskich autorskich marek i wiary w sens promowanie się w modzie przez potencjalnych prywatnych partnerów. Pierwsza edycja pokazała nam wszystkim, że polska moda osiąga coraz wyższy poziom i jest nią zainteresowanie, ale muszą jeszcze uwierzyć w to Polacy (śmiech).

Z: Dziękuję za rozmowę!

Projekty Sophie Kula możecie znaleźć na stronie projektantki: http://www.sophiekula.com/

Sophie_Kula_5 Sophie_Kula_4 Sophie_Kula_3 Sophie_Kula_2