Ludzie Moda

Coco Chanel – niesamowita kobieta czy perfidna oszustka?

Nie ma chyba na świecie osoby, która nie słyszałaby o takich artystach jak Leonardo da Vinci albo Picasso. Podobnie jak i w świecie mody – dziś nikt by się nawet nie przyznał, że nie wie kim jest Coco Chanel, a każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że zrewolucjonizowała świat mody. Zdjęła bowiem kobietom obcisłe gorsety i sztywne krynoliny, a za to pozwoliła ubrać je w spodnie oraz wygodne i eleganckie kostiumiki, tzw. Tailleur Chanel. Ponadto pokazała w ówczesnych czasach, kiedy to kobiety walczyły o równouprawnienie, że nic nie stoi na przeszkodzie osiągnąć sukces, jeśli ma się determinację oraz pomysł na siebie. Napisano o niej mnóstwo biografii, ale czy ktokolwiek naprawdę ją poznał?

Choć pochodziła z ubogiej rodziny i koniec końców razem z siostrami wylądowała w sierocińcu u surowych sióstr zakonnych, nie zmieniło to jednak  jej dumnego i upartego charakteru. Była skrzywiona przez doświadczenia z dzieciństwa, przez brak miłości ze strony rodziców i rodziny, ponieważ matka wdała się w nieszczęśliwy mezalians z jej ojcem, który nigdy nie pragnął się związać z żadną kobietą, a do ślubu został po prostu zmuszony. Matka Chanel kochała jej ojca, ale on z kolei lubił towarzystwo innych kobiet, a pracując jako wędrowny kramarz, nie raz wprawiał swoją żonę w chorobliwą zazdrość. Ta wtedy porzucała dzieci i udawała się w podróż za mężem. Mała Gabrielle razem z dwiema siostrami i dwoma braćmi pozostawała pod opieką niezbyt przyjaźnie nastawionej rodziny matki. Channel przez swój silny charakter, odziedziczony po ojcu, szybko została uznana za tą „najgorszą”, co jednak nie wpłynęło na zmianę jej zachowania. Matka wkrótce zmarła, a ojciec nie chcąc i nie mając środków na utrzymanie pięciorga dzieci, porzucił je, oddając do sierocińca. O czasie spędzonym u sióstr wspominała niewiele, a o wcześniejszym dzieciństwie wymyślała niestworzone historie, by bardziej ubarwić swoją ponurą przeszłość oraz łudzić się zmyśloną rodzicielską miłością. Dlatego przez całe życie bała się być samotna i potrzebowała przy sobie kochających ją mężczyzn. Coco Chanel zwyczajnie wstydziła się swojej przeszłości i nie chciała się z nią konfrontować.

Choć nie była piękna, to emanowała takim wdziękiem, że ulegali mu m.in. Bendor książę Westminsteru, poeta Pierre Reverdy czy rosyjski książę Dymitr Romanow. Chcąc osiągnąć „coś” w życiu, była na tyle zdeterminowana, by zostać kochanką Etienne’a Balzana, aby dzięki niemu wkupić się w towarzyską elitę. Zaczynała skromnie projektując kapelusze, a wszyscy dobrze wiemy, chociażby z ekranizacji jej losów, że w rozruchu firmy pomógł jej Boy Capel, jak sama twierdziła, jej jedyna prawdziwa miłość, która zakończyła się tragicznym wypadkiem i śmiercią ukochanego. Sama Chanel postanowiła, jeszcze za życia Boya, stać się niezależna, a pracując zaciekle w swojej jeszcze wtedy małej firmie osiągnęła swój pierwszy cel. Firma się rozrastała, a Coco zaczęła, oprócz ozdób na głowę, projektować także ubrania i sztuczną biżuterię. Ceniła sobie prostotę i wygodę, a oszczędne środki i tkaniny wcale nie ujmowały jej kolekcjom elegancji. Dzięki niej pojawiła się kultowa „mała czarna”, marynarskie paski, a idąc krok dalej słynne perfumy Chanel no. 5 (ta cyfra nie była przypadkowa – Coco uważała, że 5 przynosi jej szczęście). Interes się kręcił, a Chanel zbijała fortunę zdobywając uznanie najpierw w Europie, a później za oceanem. Taki obraz w większości znamy, ale jaka była druga strona tej niezwykłej kobiety?

Oprócz swej upartej i dumnej postawy, o których sama projektantka mówiła, że są to zarówno jej wady jak i zalety, możemy również poznać Gabrielle Chanel jako łaknącą bogactwa, uzależnioną od morfiny biseksualistkę, kolaborującą w czasie wojny z nazistami. De mortuis aut bene aut nihil – o zmarłych albo dobrze albo wcale mówi łacińskie przysłowie, a o mrocznych aspektach jej życia wspomina się tylko w kilku oszczędnych zdaniach. Sama Coco podobno bardzo starannie pilnowała, by zbyt wiele niepochlebnych informacji na jej temat nie ujrzało światła dziennego. Była doskonałą bajkopisarką i umiała dobrze kłamać. Wiele osób twierdziło za to, że nie kryła się ze swoim antysemityzmem. Oddała większość udziałów żydowskiej rodzinie Wertheimerów, która zajęła się produkcją oraz dystrybucją Chanel no. 5 i przez całe życie mówiła, że popełniła straszną nieostrożność, przypuszczając, że perfumy nie będą przynosić aż takich zysków. Długo starała się odzyskać to, co jak twierdziła jej skradziono, korzystając między innymi z nazistowskiej ustawy antyżydowskiej.

Projektantka zawsze podkreślała, że nigdy nie była dobrą krawcową, ale miała dobre pomysły, które wcielała w życie z pomocą swoich szwaczek. Jaką jednak była dla nich pracodawczynią? W 1936 roku pracownice zastrajkowały, domagając się wyższych pensji i płatnych urlopów. Chanel nie chciała im ustąpić, jednak biznes liczył się dla niej najbardziej, więc poddała się, byleby tylko kobiety wróciły do pracy.

Nie kryła się też ze swoim biseksualizmem, co wśród elit nie uchodziło za postawę godną potępienia. Otaczała się towarzystwem kobiet, jednak zawsze potrzebowała mężczyzny u swojego boku, choć nigdy nie chciała się wiązać na stałe. Po śmierci Boya miała regularny dostęp do morfiny i razem ze swoją najukochańszą przyjaciółką Misią Sert zażywała ją każdego dnia przed snem, aż do końca swojego życia. Bez niej nie mogła zasnąć.

Okres wojenny był najtrudniejszy dla domu mody Chanel, który zamknęła po wybuchu wojny, ku oburzeniu i zdziwieniu swoich konkurentów. Coco bała się o swój biznes, bała się rewolucji i bała się o swoją rodzinę – zmobilizowanego na front bratanka Andre Pallasa oraz jego żonę oraz dzieci, w tym jej ulubienicę nazwaną na jej cześć Gabrielle. Nie można zatem mówić, że Chanel była bez serca, ponieważ troszczyła się o rodzinę bratanka i użyła wszystkich dostępnych środków oraz koneksji, by odnaleźć i sprowadzić go z powrotem do Francji z niemieckiej niewoli. Opłakując śmierć swojego kolejnego ukochanego – Paula Iribe , wpadła w trakcie wojny na 4 lata w związek niemieckim szpiegiem – baronem Dincklagem i sama stała się agentką Abwehry o pseudonimie Westminster. Podobno miała też spory udział w pokojowych negocjacjach międzynarodowych dzięki swoim znajomościom z zagranicznymi elitami. Oprócz księcia Westminsteru cieszyła się również przyjaźnią ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. Po zakończeniu wojny chciała się odciąć od swojej proniemieckiej przeszłości i dbała o to, żeby nikt nie zdobył dowodów na jej powiązania z Abwehrą. Będąc świadkiem w procesach niemieckich szpiegów, uparcie twierdziła, że nic jej z nimi nie łączyło. Nikt nigdy nie zakwestionował jej zeznań, choć wiele informacji jasno wskazywało, że kłamała.

Po wojnie otworzyła salon na nowo i wypuściła pierwszą kolekcję, która nie została zbyt ciepło przyjęta w Europie, natomiast za oceanem zachwycano się jej nowymi projektami. Z czasem okazało się, że idealnie dopasowała się do aktualnych wtedy kobiecych potrzeb. Gabrielle Chanel zmarła w wieku 88 lat, a ostatnie jej słowa brzmiały „A więc tak się umiera”. Była dumna i sceptyczna do samego końca. Zawsze była o krok przed, zawsze wiedziała czego w ubiorze potrzebują kobiety, zanim one same to sobie uświadamiały, ale miała również wystarczająco dużo odwagi by pokierować tymi potrzebami biorąc pod uwagę własny interes.

O samej Chanel, jak i o jej uzależnieniach oraz dewiacjach, nieszczęśliwych romansach i powiązaniach szpiegowskich można powiedzieć, że dodają jej biografii jedynie pikanterii, natomiast nikt, patrząc na to ile zrobiła dla środowiska modowego, nie osądzi jej jednoznacznie jako złą lub dobrą. Za sukcesem rzadko stoją w pełni czyste intencje i wiele firm w okresie wojny uciekało się do ostateczności, aby przetrwać i żadna z pewnością nie jest z tego dumna. A Chanel już na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako uosobienie dobrego smaku i nowatorstwa.

Patrząc teraz, prawie 50 lat od jej śmierci, warto sobie zadać pytanie czy ukazana jej ciemna strona zmieniła w jakiś sposób spojrzenie na jej osobę. Otóż nie. Chanel zostawiła po sobie ogromną rewolucyjną modową spuściznę, która zadomowiła się w naszych szafach na stałe. Jest niekończącą się inspiracją dla wielu kobiet, artystów i projektantów. Kreacje proste, wygodne i zarazem eleganckie tworzy chociażby u nas polska marka Duhla – www.duhla.com , której hasłem przewodnim jest Classical style in a new shape. I chyba o to chodzi, aby ubranie służyło kobiecie, a nie kobieta ubraniom, co doskonale wyczuwała Coco Chanel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *